
1. Run Away
2. Candy Castle
3. Skinflower
4. Matulu
5. If U Could
6. Don’t Expect Too Much
7. You Keep It
8. I Learn to Be a Man
9. So Far
10. Navel
Ocena: 8/10
Polska. Trip-hop. Kwartet smyczkowy. Angielski.
Brzmi trochę jak przepis na skopanie czegoś (zwłaszcza czynnik pierwszy, który jest ostatnimi czasy gwarantem zrąbania dobrego pomysłu – żeby wspomnieć chociaż Mazurek Dąbrowskiego z Korei…). A jednak, pojawiają się wyjątki, które mogą przyprawić o palpitację serca.
Digit-All-Love pochodzący z Wrocławia to nie byle jaki band, który prezentuje nam nową – ciekawszą – wersję trip-hopu. Oprócz bowiem sampli czysto elektronicznych, mamy jeszcze kwartet smyczkowy. Co ciekawsze – jest on częścią zespołu, a nie atrakcją, która ma przyciągać uwagę i słychać to doskonale, bo nie ma elementu wybijającego się. Już rozpoczynające płytę Run Away wywołuje autentyczne zainteresowanie swoją energią i… sposobem śpiewania wokalistki. Co tu dużo ukrywać – skojarzenia z Portishead są nie tyle nieuchronne, co po prostu wpakowane do pudełka razem z rewelacyjnym plakatem i teledyskami na płytę. Nie jest to jednak skojarzenie jednoznacznie krytyczne – bo kiedy Beth Gibbons jęczała “Nobody loves me” w Sour Times, to Natalia Grosiak śpiewa erotycznie “You could be red skinflower” (Skinflower). Album jest jednocześnie elektroniczny, oniryczny i erotyczny właśnie. To jest chyba ta cyfrowa miłość – nawet piosenka ludowa – Matulu – została tu zaaranżowana w przyprawiający o ciarki sposób. Dzięki Bogu, że zespół nie tylko inteligentnie kopiuje dokonania Portishead i Massive Attack, ale potrafi wzbogacić o własne pomysły muzykę, dzięki czemu nie jest nudno i jednostajnie. Wręcz takie Don’t Expect Too Much jest nawet bardziej klubowym jak trip-hopowym kawałkiem. Mniej zachwyca tylko końcówka płyty, która wydaje się być już zbyt uregulowanym korytem rzecznym… ale tak czy inaczej – przyjemnie się płynie.
Biorąc pod uwagę jeszcze cenę – 30 zł niecałe – można odnieść wrażenie, że na polskiej scenie muzycznej naprawdę coś się ruszyło. Ruszyło, żeby pojechać za granicę i koncertować, niestety. Ale zawsze zostaje płytka że palce lizać.
I powtórzę – tak, to Polska.
f!eld
