Przeskocz nawigację

  1. Shadow to Light
  2. Garden of Sakuntala
  3. Exsultation
  4. Ad Astra
  5. Gates of Morpheus
  6. Autumn Interlude
  7. Elvensong
  8. Shibumi
  9. Hymnody
10. Withdrawal
11. Berceuse

Ocena: 7/10

Amethystium to projekt raczej nieosiągalny w Europie, mimo że jego autorem i głównym napędem jest Norweg Oystein Ramfjord, który albumy swego autorstwa wydaje w amerykańskiej wytwórni. Ale hamerykanski handel ogrania glob więc nie jest tak źle. Amethystium to muzyka oniryczna i mroczna jednak pełna migotliwego światła, wybór ważki jako emblematu projektu jest niezwykle trafny. Ważka włada tu jednak nad innymi wokalno-elektronicznymi miriadami. 

Spokojnie można rzec, że Amethystium to już specyfika, jeden z nielicznych projektów strefy electronica, który wypracował sobie brzmienie nie do pomylenia z innym. Tak samo można rozpoznać gitarę Oldfielda, surowe zagrywki Jarre’a czy symfoniczne syntezatory Vangelisa. Tutaj cała aparatura generuje dźwięki kojarzące się z głębokim lasem, i jego odgłosami o zmierzchu, które okraszają lekkie i urokliwe kompozycje. Ramfjord czerpie też z wytyczonej niegdyś przez Enigmę mody na sample tradycyjnych wokali – i tak mamy tu gregoriańskie wstawki w „Shadow to Light” i ciepłym, radosnym „Hymnody”, z tą różnicą, że nie dominują one utworów. Śpiewne woale to również czarujące żeńskie wokalizy. Szczególnie wartym uwagi pod tym względem jest „Autumn Interlude” (być może najlepsza rzecz na albumie i dość esencjonalny przykład całokształtu twórczości). Chwali się też wyeksponowanie linii instrumentalnych, w pamięci pozostała mi cienista solówka wiolonczeli w „Elvensong”. 

Jeżeli ktoś lubi bądź szuka lekkiej elektroniki na mglisty wieczór to „Aphelion” sprawdzi się idealnie. Natomiast jeśli komuś nie odpowiadają całoalbumowe odyseje to niech sobie podaruje. Jest to płyta z gatunku tych, po których przesłuchaniu jaśnieje nam w pamięci kilka świetnych utworów, podczas gdy reszta jawi się jako jednolita masa. Trzeba do niej wrócić kilka razy, pobłądzić w poszukiwaniu szczególnych momentów. Z pewnością, nie jest to pozycja na każdą okazję. 

Niemniej, Amethystium to już uznany projekt spod szyldu wytwórni Neurodisc, i produkcja odpowiedniej jakości technicznej i artystycznej. Któż by nie uległ urokowi ważki…

– Ver.

2 Comments

  1. Fakt to jeden z lepszych kawałków tej grupy. Zdecydowanie przypadł mi do gustu. Fakt wasze byłem fanem takiej muzyki. a ostatnio coraz więcej słucham
    Amethystium

  2. Fajna muza, dzisiaj odkryłem :)


Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: