Przeskocz nawigację

 1. Sentiment
 2. Angelica
 3. Beloved
 4. Eternity (part I)
 5. Eternity (part II)
 6. Hope
 7. Suicide Well
 8. Radiance
 9. Eternity (part III)
10. Far Away
11. Cries on the Wind
12. Ascension 

Ocena: 9.5/10

Na wstępie muszę przyznać, że w momencie gdy piszę tą recenzję, nie podchodzę do tego albumu “na świeżo”. Od momentu, gdy ją usłyszałem po raz pierwszy minęły dobre dwa lata. Pomimo tego moje zdanie na temat tego dzieła nie zmieniło się i gdy słucham go dziś, czuję to samo co kiedyś. 

Brytyjczycy z Anathemy ewoluowali z dość surowego doom/death metalu, konsekwentnie dążąc w stronę rocka progresywnego. „Eternity” zostało wydane mniej więcej w połowie tej wędrówki poprzez różne style i stanowi rozsądnie wyważoną mieszankę doomu, wyżej wymienionego prog-rocka z lekko wyczuwalną domieszką stylu gotyckiego. Wkładając krążek do odtwarzacza i wciskając przycisk „Play” zostaniemy przeniesieni przez przepiękne instrumentalne intro w inny wymiar. I wcale nie będzie się zanosiło, że szybko go opuścimy. Wymiar pełen smutku, melancholii, a zarazem swego rodzaju furii, agresji. Delikatne klawiszowe motywy i akustyczne brzmienia będą przeplatały się z niskimi, tnącymi riffami. Pan Cavanagh zaś, obdarowuje nas niezwykle kontrastowymi wokalami. Od szeptu przechodzi w dramatyczny śpiew. Nieraz niemalże płacze, deklamuje, a zaraz potem wrzeszczy z niezwykłą pasją niczym opętany. Warto wspomnieć również o niezwykle pomysłowych, klimatycznych, wręcz kosmicznych utworach instrumentalnych. Każdy z nich powoduje charakterystyczne ciarki na plecach oraz wzbudza podziw dla geniuszu kompozytorskiego rodziny Cavanagh. Na próżno doszukiwać się słabych punktów tej płyty. Każda kompozycja ma swoje miejsce, i bez niej płyta była by pozbawiona części swego uroku. Każdy z nich chwyta zarówno za ucho, jak i za serce. Tak… chwytliwość i przebojowość to też niepodważalny atut tego albumu. 

Warto na koniec zastanowić się, do jakiego słuchacza zaadresowana jest ta płyta. Na pewno spodoba się fanom doomu, za obecne w niektórych utworach surowe i pełne agresji, a zarazem wolne riffy. Z kolei na pewno zostanie uznana za świetną pozycję przez fanów nieco lżejszego, pełnego emocji grania, oraz świetną alternatywą pomiędzy tymi dwoma stylami. Czyli jednym słowem jest to album dla każdego, kto ma choć trochę wyobraźni i potrafi wczuć się w smutny, wyniosły klimat. 

Ostatecznie uważam „Eternity” za jedną z najlepszych płyt Anathemy, a kto wie nawet czy nie najlepszą w ich dorobku.

]v[ichał

%d blogerów lubi to: