Przeskocz nawigację

1. God Save the Keg | 2. Locked Within the Crystal Ball | 3. Gilded Cage | 4. Toast to Tomorrow | 5. Prince Waldeck’s Galliard | 6. Rainbow Eyes | 7. The Circle | 8. Sister Gypsy | 9. Can’t Help Falling In Love | 10. Peasant’s Promise | 11. Far Far Away | 12. Empty Words

Ocena: 6+/10

Co do duetu Candice & Ritchie i nadchodzącego Secret Voyage, zdania przy prelisteningach były podzielone. Pal sześć, że ludzie po prostu mieli dosyć dziwnych eksperymentów formalnych, jakie spłodził na Village Lanterne Blackmore. W większości chceli zachowawczych utworów z epoki Under a Violet Moon. Sample na Amazonie dostępne przed premierą były… irytujące. No, ale nie recenzuję na szczęście sampli. To co mamy?

Początek iście soundtrackowy – i barokizujący. Klawesyn, trąbki; ogólnie pozytywne zdziwienie po tym, co się prezentowało album do tyłu (bo zbioru kolęd nie liczę). I nagle zaskoczenie – mroczne orghany, a słuchacz zaczyna się zastanawiać „co, do cholery, to ma być?!”. I się wyjaśnia – motyw ze Stella Splendens… Który się przewija w Locked Within the Crystal Ball. I nie jedyny to cytat, bo wcześniej na inspirację (koło pierwszej minuty mamy Rottę) też coś poszło. Dodajmy, że ten drugi utwór mimo ośmiu minut się nie nudzi, co gwarantuje całkiem niezły początek albumu… i dobrze rokujący mimo tych gitar. Czyli – czyżby dobry album? No…

…no właśnie niekoniecznie. Gilded Cage jest pierwszą prawie-że-bezpłciową piosenką. Ładna balladka, ale nie powala. Brakuje jej tego „czegoś”. Czego zdecydowanie nie brakuje nowemu kandydatowi na Oktoberfest, czyli matrioszkowemu Toast to Tomorrow (tutaj wystarczy charakterystyka sporządzona przez Versatisa – widzę skaczące matrioszki, wołgi i moskwicze). Plus skrzypeczki a la nieodżałowany Hercowicz.

Potem na szczęście się wyboje wyrównują, ale, niestety, nie da się zdusić wrażenia, że fiord na okładce albumu ledwo przetrwał epokę globalnego ocieplenia. Utwory instrumentalne ratują sytuację, jednak zdarzają się też potworki – Rainbow Eyes jako średnio udany cover Rainbow, Sister Gypsy, czyli Ocean Gypsy w wersji trochę weselszej, czy bezpłciowa balladka Empty Words. Owszem, niby to się równoważy – Can’t Help Fallen in Love jako z kolei dobra interpretacja Presleya, czy też Peasant’s Promise – dowód na to, że gitar elektrycznych nie trzeba. Świetnie zagrany (prawie) akustyczny kawałek pokazuje, gdzie leży siła zespołu.

Efekt? Ritchie chciał połączyć przeszłość z teraźniejszością. Przeszłość się wybroniła, teraźniejszość cierpi zdecydowanie na bliżej nieokreślony syndrom modernistycznej papki. Albumu się słucha przyjemnie, ale poziomu Vioseckovej Lampecki Tajemnicka Vyciecka nie przebiła. Oj, kwas – i to nie chlebowy.

f!eld

%d blogerów lubi to: