Przeskocz nawigację

 1. Inaczej niż zwykle
 2. Soul Side Story
 3. Bracia Bum
 4. Pięknoręki
 5. Bóg jest miłością
 6. Pieśnią moją jest Pan
 7. Duch wieje przez świat
 8. Piosenka po nic
 9. Marność
10. Łapacze wiatru
11. On jest tu, On żyje

Ocena: 9/10

W przypadku Armii dawno temu przestałem sobie zadawać pytanie, z jakim rodzajem muzyki mam do czynienia. Chyba, że musiałby mnie zadowolić opis „progresywny post-punk z waltornią” (no dobra, na Duchu akurat waltornia jest homeopatycznie), czy inny taki nowotwór stylistyczny. Ważne jest, że muzykę mamy oryginalną i naprawdę potrafiącą przykuć uwagę. Tyczy się to zwłaszcza hipnotycznych riffów w Bóg jest miłością, czy też podobnych – przykuwających uwagę – melodii jak w Braciach Bum, czy też w Pięknoręki. Ogólnie rzecz biorąc mamy do czynienia ze sprawnym technicznie albumem. Są liczne pomysły i tak rozłożone, że nie ma uczucia nudy, mimo, że najkrótszy kawałek trwa prawie pięć minut, a średnia nie schodzi poniżej sześciu i pół. Tyle, że długość jest usprawiedliwiona ze względu na wyważenie tekstu i melodii. Nie ma tak, że muzyka jest totalnie zepchnięta gdzieś na bok i podporządkowana treści, albo – co gorsza – na odwrót: gdy do jednego zdania dorabia się pięciominutową papkę. Znaczy, są powtórzenia tekstów, ale nie idzie to na jakąś kosmiczną skalę. Jedno zdanie potrafi być podane na trzy sposoby: spokojny, ostrzejszy i po prostu melodyjny – do poskakania (On jest tu, On żyje).

Fakt, panowie z grupy Budzyńskiego umieją sobie poukładać melodię. Nie da się ukryć, że jest ciężko. Nie da się ukryć też jednak, że jest w tym power, który (tutaj niektórzy mnie zabiją) wywołał we mnie w momencie, kiedy pisałem recenzję, skojarzenie z Blind Guardianem (pewnie dlatego, że było to zaraz po wysłuchaniu A Twist in the Myth – podkreślam jednak: Blindzi wywodzą się z heavy metalu. Armia – z punka. Różnica jest zatem kolosalna, chodzi o energię, jaka towarzyszy muzyce). Dobrze jednak – muzyka nie jest bezpłciowa, ale przekaz wraz z formułą podania mocno kopie. Choćby dlatego, że Budzy wcale się nie kryje ze swoją wiarą, przez co pokazuje, że muzyk z jajami to nie tylko taki, który gania z pochodnią, by podpalić kolejny kościół (choć, jakby nie patrzeć, w Polsce faktycznie trzeba byłoby mieć niezły tupet…), ale wręcz przeciwnie.

Mówiąc krótko, Ewangelia po raz kolejny wyszła do ludzi. Ale tym razem bez ptaszków i kwiatków, za to z agresywną perkusją i odrealnionym darciem się wokalisty. Efekt? Dla każdego coś miłego ;) Jak najbardziej pozytywnie, do poskakania i do posłuchania. Dla niektórych Duch jest najważniejszym albumem Armii. Dla mnie drugim po Triodante, na równi z Legendą. Dziewiątka też dlatego, że ten pseudoangielski (bo tekst nawet nie jest po angielsku w książeczce…) w Soul Side Story… ech… Tomek, lepiej ci jednak wychodzi po polsku (choć piosenka jest jednym z ciekawszych kawałków na płycie).

f!eld

%d blogerów lubi to: