Przeskocz nawigację


Ego promitto Domino
1. Parti de mal
2. Saderaladon
3. Belle Jolande
4. Il bagatto
L’ame d’Eau
5. Mon Ame Sorciere
6. Eleven
7. Mnemosine
8. I love every waving thing
Sandy Dunes
9. Encrucijada
10. Funeral in Datça
11. The Corals of Aqaba
12. Nemrut Dagi

Ocena: 7/10

Włochy kojarzą się przede wszystkim z Wenecją albo z Rzymem, jeżeli mówimy o miastach. Rzeczywiście – Suenos, mimo swojej hiszpańskiej nazwy, wpasowuje się w klimat tej pierwszej. Zespół przenosi nas tym razem w rejony nadmorskie, głownie za sprawą dwóch ostatnich części: L’ame d’Eau i Sandy Dunes. Poza tym jednak oddycha się powietrzem średniowiecznym, pełnym orientalnych wstawek i wszechobecnej siły zabobonów, honoru i religii.
Przy okazji serwują nam kolejną porcję psychodelicznego neofolku, który stał się znakiem rozpoznawczym już dla grupy, choćby za sprawą charakterystycznych wokali. Przoduje tutaj zwłaszcza Francesca w onirycznym Eleven (szczerze mówiąc za pierwszym razem myślałem, że śpiewa to któryś z innych członków zespołu, jednak w książeczce dołączonej do płyty wyraźnie – jak wół, za przeproszeniem – stało, że na Eleven udziela się tylko owa dama). No cóż. Na innych utworach jest różnie – czasem lepiej, czasem gorzej, ale i tak otrzymujemy bardzo dobry album.

Pierwsza część utrzymana jest w stylistyce francuskiej ballady dworskiej, lekkich elementów włoskich i pieśni rycerskiej (Parti de mal – pamiętacie „Krzyżaków”?). Potem mała zmiana klimatu, mi się najbardziej kojarzy z Marsylią, ale to zależy od słuchającego. Mamy piękne, delikatne, półrecytowane utwory z Eleven i I love… wieńczącymi tę część. Zwłaszcza to ostatnie jest ciekawe, z hipnotycznym „I love every waving thing…”.

A potem już typowo orientalnie – i widać też męski temperament – Encrucijada zaczyna jeszcze delikatnie, później ponure Funeral in Datca, a na sam koniec serwuje się nam Nemrut Dagi, pełne ekstatycznych uniesień.

Wszystko byłoby fajnie – bo instrumentarium jest klasyczne, żadnych elektroniczno-perkusyjno-metalowych udziwnień, melodie są ładne, porcja muzyki też niezła (prawie godzina), tylko… Pozostaje pewien niedosyt. poza tym przy płycie nie można się mimo wszystko skupić na czym innym, bo trochę rozpraszają te dziwne wokale (zwłaszcza na początku – potem już jest lepiej)… Wniosek? 7, choć z lekkim bólem, bo jestem wielkim fanem Ataraxii. Jednak dla ludzi lubiących np. Arcanę – kupować w ciemno.

f!eld

%d blogerów lubi to: