Przeskocz nawigację

  1. Antichambre
  2. Shana
  3. Larmes
  4. Camélie
  5. Etreintes
  6. Assez
  7. Toi en Moi
  8. Coup de Corps
  9. Léonie
10. Tendrement

Ocena: 8/10

Jedno z muzycznych odkryć tego roku, choć od premiery minęło już sporo czasu. I wydawać by się mogło, że Francja stoi muzycznie słabo, a tym czasem zrobiła naprawdę ciekawy użytek ze swej najmocniejszej strony czyli poetyckich ballad. Ale trzeba było dopiero utalentowanej wokalistki/pianistki z zamiłowaniami do elektroniki i współpracy z Billem Leebem (Delerium) by powstał „Vents Contraires”.

Zgodnie z tytułem atmosfera albumu jest słodko-gorzka, i o ile najogólniej ma się tu do czynienia z wyszukanym popem (raz bardziej elektro, raz bardziej lirycznym) to i tak jest to coś więcej niż mariaż Delerium z Nataschą St.Pier. Utwory można podzielić na trzy grupy: czułe fortepianowe poematy, masywne i posuwiste pieśni, i różne odmiany pomiędzy. Wspaniały jest pierwszy utwór „Antichambre”, pieśń niepokojąca z boskimi smyczkami. Podobne jest mroczne „Camélie” – tutaj jednak mamy na dodatek sporo elektronicznych zabiegów, nieco ciężaru i idealnie wpasowane gregoriańskie chóry. Jednak to co uderza najbardziej to nie tyle stylistyka, co emocje i niezwykle wyraziste melodie; i świadczy to o tym, że Aude doskonale wyraża siebie na klawiszach fortepianu. Utwory poruszają, jeśli nawet niektóre mogą wydawać się rzewnymi romansidłami. Choćby „Toi en Moi” gdzie rytm z lekkością wystykują struny pizzicato czy subtelne muśnięcia smyczków. Nie inaczej jest z dyskretnym urokiem „Tendrement”.

O specyfice, i różnych klimatach na „Vents Contraires” można by się rozpisywać dużo, by napomknąć tylko o jasnym, przestrzennym „Assez” czy wręcz marokańskim „Etreintes”. Jednak nie do końca jest tak doskonale, mimo oryginalności nie uniknięto tu pewnej typowości czy przekombinowania. Pierwsze to „Shana” jakoś niepasujący w tej konstelacji, a drugie to ponad 7 minutowe „Léonie”, które jakoś wybitnie się nie prezentuje (gdyby to „Camélie” trwało 7 minut – nie miałbym nic na przeciw).

Aude to mimo wszystko kolejna nowa nadzieja muzyki, kolejne ciekawe zjawisko na którego objawienia warto czekać. Trudno o werdykty przy debiutanckim albumie, jeśli jednak można ocenić start – to tutaj jest więcej niż dobrze. W każdym razie mamy do czynienia z artystką a nie gwiazdą – a to bardzo dobrze wróży.

Ver.

%d blogerów lubi to: