Przeskocz nawigację


  1. Gratitude
  2. Pearl
  3. Ambergris March
  4. Bath
  5. Hunter Vessel
  6. Shimenawa
  7. Vessel Shimenawa
  8. Storm
  9. Holographic Entrypoint
10. Cetacea
11. Antarctic Return

Ocena: 7/10

Jeśli ktoś myślał, że wraz „Medúllą” Björk porzuci organiczną awangardę, plasując się tym razem w przedsięwzięciu filmowym jakim jest soundtrack do „Drawing Restraint 9” Matthew Barney’a – zdecydowanie się rozczarował. I o ile poprzedni album dawał się szaremu człowiekowi jakoś strawić (w bólach, ale jednak) to tym razem muzyka stanie ością w gardle, albo zemdli jak ostrygi. Jednak amatorzy owoców muzycznego morza będą zachwyceni.

Należy mieć na uwadze, że sam obraz jest postmodernistyczną awangardą opowiadającą opowieść z pogranicza rzeczywistości, ocierająca się o tematykę przyrodniczą, na fali której Islandka zgłębia jeszcze intensywniej organiczną pierwotność dźwięku. Trudno w pewnych miejscach nawet mówić o muzyce, jeśli nawet, to zdają się to być jej przedwieczne korzenie… przychodzi mi na myśl „Pearl”, niczym relacja z macicy perłowej, rodzącej morski klejnocik (dyszenie ze szlaufu wymiata ;). Podobne wizje mogą towarzyszyć niezwykłej atmosferze „Bath” czy „Gratitude”…

Wiele cierpliwości wymagają również utwory na sho, japoński instrument o osobliwym wwiercającym się w uszy brzmieniu (np. „Antarctic Return” może być trudny do przebrnięcia), podobnie mogą zniechęcać złowrogie zagrywki orkiestry dętej (motywy „Shimenawa”). Muzyczna forma jednak się krystalizuje w kilku utworach: wspaniałym instrumentalnym „Ambergris March”, psychodelicznym „Storm” (który powstał wraz z nagraniami „Medúlli”) i krótkiej formie „Cetacea” – tchnącej nieco intymną atmosferą albumu „Vespertine”.

Muzyka „Drawing Restraint 9” jest trudna i na pewno będzie budzić kontrowersje. Pozycja wyłącznie dla zagorzałych fanów Björk, miłośników muzycznej awangardy i poszukiwaczy dźwiękowych doznań.

%d blogerów lubi to: