Przeskocz nawigację


  1. 25 Years
  2. Olde Village Lanterne
  3. I Guess It Doesn’t Matter
  4. The Messenger
  5. World of Stone
  6. Faerie Queen
  7. St.Teresa
  8. Village Dance
  9. Mond Tanz / Child in Time
10. Streets of London
11. Just Call My Name (I`ll Be There)
12. Olde Mille Inn
13. Windmill
14. Street of Dreams
15. Once in a Garden (*bonus)
16. Street of Dreams (*feat. Joe Lynn Turner)

Ocena: 7/10

Z jednej strony podchodząc do Blackmore’s Night wiadomo czego się spodziewać, z drugiej natomiast, po „Ghost of a Rose”, można się zastanawiać co tym razem Ritchiemu strzeli do głowy. Może tym razem jako relacja z pierwszego przesłuchania.

Już czuję, że zdecydowanie mocną stroną Latarenki będą ballady, i jakoś bardziej mi się podoba całokształt od razu niż „Ghost of a Rose”. Wydaje się, że proces ubogacania brzmienia postępuje, mamy tu już syntetyzatorowe dźwięki, momenty całkiem rockowe… czy wychodzi im to na dobre, zależy od priorytetów fanów. Myślę, ze lepsze to niż poprawka z dawnych bardzo akustycznych dokonań – one już są klasyką. No, ale wróćmy do utworów: „Olde Village Lanterne” – na początek robi wrażenie, uroczysty kawałek, zupełnie nietypowy, zaskakujący (czy ja słyszę trąbki?) – ale na plus. Kolejny, który przykuł uwagę to „The Messenger” – wdzięczna, instrumentalna miniaturka. Potem, mroczny „World Of Stone” z chórami, tu już wyraźnie wiadomo, że do Camelot dwa kroki.

Gdy już wydaje się, że tajemnicza atmosfera będzie obracać się wokół nas ciagle, wszystko pryska – „St. Teresa” i „Mond Tanz / Child in Time” – ten drugi tytuł chyba powinien wyjaśnić wszystko. Waham się miedzy żywiołowością, która niewątpliwie przydaje się od czasu do czasu, a zupełnie dziwnym w tym układzie rockowym uderzeniem. Wolałbym jakiś folk dance zamiast folk-deeppurple-dance, no ale nie jest tak źle – jak mówiłem, pora na jakiś power nadeszła i może trochę przeładowali kaliber. Choć pierwszy singiel „Just Call My Name” mi się podoba.

„Olde Mille Inn” – biesiada niczym live from karczma, wiadomo o co chodzi, bardzo fajne. Chiche „Windmill” ginie w tłumie, a ostatni utwór europejskiego wydania „Street Of Dreams” z repertuary Rainbow, to znów nieco więcej gitary elektrycznej. Jakieś mało folkowe, ale jakieś (utwór pojawia się tez na niektórych wydaniach, jako duet Candice i Joe Lynn Turner (Rainbow) – hm, powiedziałbym, że lepszy, jak rock to rock) I na koniec, utwór który zamyka japoński wydanie – „Once in a Garden”. Szkoda, naprawdę szkoda… że Ci, którzy sięgną po płytę z europejskich półek sklepowych nie usłyszą tego. Piękna, tęskna ballada – ciche, kołyszące zakończenie albumu. Tytułowa Latarenka gaśnie…

Jak dla mnie jest lepiej niż na „Ghost of a Rose” choć płytka znów trochę przeciągnięta (po co aż 16 kawałków?). Jednak pochwały za nastrój, atmosferę i ballady się należą. Blackmore’s Night w dalszym ciągu ma się świetnie, a że kombinują muzycznie – to lepsze niż rutyna. Co do płytki, jestem pewien, że coś jeszcze urośnie rangą, jakieś wrażenie pryśnie, ale będzie dobrze.

Ver.

%d blogerów lubi to: