Przeskocz nawigację


  1. Hark The Herald Angels Sing – Come All Ye Faithful
  2. I Saw Three Ships
  3. Winter (Basse Dance)
  4. Ding Dong Merrily On High
  5. Ma-O-Tzur
  6. Good King Wenceslas
  7. Lord of the Dance – Simple Gifts
  8. We Three Kings
  9. Wish You Were Here
10. Emmanuel
11. Christmas Eve
12. We Wish You a Merry Christmas

Ocena: 10/10

Trudno mi było się zabrać do kolejnego albumu Ritchiego i Candice. Z jednej strony wiem, że to solidna firma, z drugiej – że to firma lubiąca przeprowadzać eksperymenty. Bałem się zatem, czy muzycy nie postanowią pójść za ciosem i nie stworzą czegoś podobnego stylistycznie do tego, co zaprezentowali nam na The Village Lanterne.

Na szczęście już pierwszy utwór pokazuje, że, Broń cię Panie Boże, nie zrobili tego. Mamy iście barokowy zestaw instrumentów (te trąbki!) i Candice w świetnej formie. Kolejne I Saw Three Ships już kompletnie rozwiało moje ewentualne wątpliwości i pozwoliło się cieszyć przepiękną muzyką. Słuchając tych piosenek (pastorałek, kolęd…) spokojnie można się przenieść duchem do starego domu gdzieś na angielskiej wsi, gdzie hula sobie wiatr na zewnątrz, sypie śnieg, a w środku ciepło, choinka błyszczy od ozdób, jest radosny gwar i… ach… Cóż, rozmarzyłem się ;) Obok bowiem klasycznych zestawów jak Ding Dong Merrily On High, Come All Ye Faithful, znanych z poprzednich albumów Emmanuel, We Three Kings i Christmas Eve, mamy także mniej znane kawałki, jak śliczna balladka Ma-O-Tzur, czy Good King Wenceslas. Lord of the Dance znów nam przywodzi na myśl średniowieczno-renesansowe klimaty, czyli to, w czym Blackmore’s Night czuje się najlepiej. Koniec zaś zamyka rewelacyjna adaptacja We Wish You a Merry Christmas.

Cóż, ja stawiam dziesiątkę. Ocena może troszkę naciągana, biorąc pod uwagę dobór kolęd (choć z drugiej strony Cichej Nocy chyba nie słyszałem jeszcze tylko w wykonaniu blackmetalowym), który nie musi zadowolić wszystkich, ale można ją usprawiedliwić patrząc na koszmarne nieraz składanki i inne cuda produkowane przez specjalistów od marketingu podupadających gwiazd popu. Blackmore’s Night zarówno techniką jak i żywiołowością bije ich na głowę.

– f!eld

%d blogerów lubi to: