Przeskocz nawigację

  1. Quixote
  2. Winter
  3. Victory
  4. Oceanic
  5. Kismet
  6. Korobushka
  7. Alexander the Great
  8. Duel
  9. Bella Donna
10. The 1812
11. Dalalai
12. Hymn
13. Victory (Mike Batt Remix)

Ocena: 3/10

Cóż, wabiące okładki zawsze mnie przyciągną. Z resztą jak nie dać się zwieść czworgu urodziwych dam posuwających na smykach. Pomysł zdawał się być cokolwiek oryginalny i nie koniecznie chybiony zważywszy na Mediaeval Baebes, które mimo nowoczesnego image’u nie mają na sumieniu żadnej zdrady średniowicznych kanonów jesli chodzi o muzykę. Bond to jednak nie do końca to czego można się było spodziewać, a podsumowuje je najlepiej informacja dystrybutora „klasyczna odpowiedź na Spice Girls” – czy ja się przesłyszałem?

Ze słuchem jest jeszcze w porządku na początku płyty, który zaczyna się od „Quixote”. Natychmiast wszystko staje się jasne. Bond to pop a nawet dance (chwilami wręcz techno) z pierwszoplanowymi smyczkami. Nic nowego zważywszy na pionierskie dokonania Vanessy-Mae. I to jest największa pomyłka całego przedswięwzięcia, które zdaje się mieć na celu idee eurowizyjne – bardziej euro i bardziej wizyjne. „Winter” praktycznie nie zmienia nic w układzie proporcji: mamy galopujący bit, gamę smyczków, jakies podszepty, tu i ówdzie jakiś wokal. Momentami ocieramy się o cichą obecność klasyków (np. Saint-Saens w „Oceanic”, Czajkowski w „The 1812” – pięknie się zapowiadającym, ale zmarnowanym). Jednak nawet gdy wprowadzeni zostajemy w utwór wspaniałym intro, zaraz wszystko ginie pogrzebane w ruinach dyskoteki. I to dość tandetnej, która po latach źle się kojarzy, zamiast pełnić funkcję odświeżającą repertuar.

Dopiero koniec albumu przynosi chwilę dłuższego wytchnienia. „Hymn” to kawałek zupełnie w porządku. Chciałoby się więcej tego typu przerywników. Może nie jestem adresatem tego albumu, ale w takim razie zadaję sobie pytanie kto u licha nim jest. Wątpię czy dziewczętom zależy na prawdziwej muzyce. Grać potrafią świetnie jednak ktokolwiek powziął pomysł by stworzyć z nich plastikowy Bond z pewnością nie miał na celu postępu. Odzianie zupełnie niezłych treści i aranżacji w konwencje która ślepo podąża za tą wytyczoną brytyjskim girlsbandem jest porażką na całej lini. Jak skończyły Spice Girls każdy wie, a Bond nie powinny liczyć, że po raz wtóry publika uczyni z nich legendy. Tak się napewno nie stanie, ani ja nie przyłożę do tego ręki. No chyba, że jakieś inne sławy wezmą ten potencjał w swoje ręce. Siadać, trója!

Ver.

%d blogerów lubi to: