Przeskocz nawigację

  1. Satyriasis
  2. Gilded Cunt
  3. Nemesis
  4. Gabrielle
  5. Absinthe With Faust
  6.
Nymphetamine (Overdose)
  7. Painting Flowers White Never Suited My Palatte
  8. Medusa and Hemlock
  9. Coffin Fodder
10. English Fire
11. Filthy Little Secret
12. Swansong for a Raven
13. Mother of Abominations
14. Nymphetamine (Fix)*

BONUS CD:

1. Devil Woman (Cliff Richard’s cover)
2.
Soft White Throat
3.
Bestial Lust (Bitch) (Bathory cover)
4.
Prey
5.
Nymphetamine (Jezebel Deva Fix)
6.
Mr. Crowley (Ozzy Osbourne’s cover)

Ocena: Normalny: 5/10. SE: 6.5/10

Tytułowy utwór to jeden najsłynniejszych duetów ostatnich lat, znany głównie jako Żaba (Dani) plus Anioł (Liv). Faktycznie, gdyby popatrzeć na resztę płyty, teledyskowe Nymphetamine Fix urzeka. Zwłaszcza dzięki wyjątkowo zjawiskowej Liv i sensownej fabule filmiku.

Reszta niestety nie zachwyca. Są poprawne kawałki – jak choćby Gilded Cunt, czy Mother of Abominations, są dobre – na przykład English Fire, Absinthe With Faust i są złe – jak Medusa…, Nemesis, czy Nymphetamine Overdose, które jest kompletnie nieskładnym zlepkiem trzech różnych utworów. Całości dopełniają sensowne w miarę wstawki instrumentalne – Satyriasis i Painting.

Wampiry może nie nagrały rewelacyjnego albumu, jednak jest wciąż, czego posłuchać. Szkoda tylko, że stracili energię na kawałki, o których można by spokojnie zapomnieć. Po prostu – gdyby wywalić połowę płyty, powstałaby świetna epka. Tak jest tylko poprawny blaszak z ładną okładką i paroma kawałkami dającymi kopa. Szkoda, że się bardziej nie postarano.

Natomiast ciekawiej jest z edycją specjalną – na której otrzymaliśmy trzy covery, dwa nowe utwory i jeden remix, a właściwie – nową wersję – Nymphetamine Fix (czyli zaśpiewane przez Sarę Jezebel Devę). Zacznijmy miażdżenie płytki od tego ostatniego ;)

Pamiętacie sławetne Her Ghost in the Fog? No to zapomnijcie. Sarah śpiewa, niczym w swoim rodzimym zespole – Angtorii (co ciekawe, Nymphetamine wyszło przed God Has a Plan For Us All). Niestety, o ile w Angtorii jest to znośne, o tyle tutaj śpiewa, niczym podpita. Koszmar niebywały, bo i dobry utwór został wzorcowo wręcz skopany. Lecz jednak to nie jedyne spartolenie sprawy na albumie. Drugim problemem jest koszmarne Mr. Crowley, które nabiera wymiaru rodem ze sławetnego Szpitala Królestwo. Niestety nie jest to ciekawe, a raczej odpychająco groteskowe.

Na szczęście pozostałe kawałki trzymają w miarę niezły poziom, a Devil Woman i Prey się słucha wręcz wybitnie. Ten industrial w Prey jest, co prawda, pseudo-industrialem, lecz wystarczy, by dać płycie 6.5. Edycja specjalna jest po prostu ciekawsza od tej zwykłej. I lepsza.

f!eld

%d blogerów lubi to: