Przeskocz nawigację

  1. Over and Done
  2. Slowly Comes My Night
  3. Secret Hideaway
  4. Supermarket (My Angel)
  5. Midnight Sun
  6. Satellite
  7. Take a Chance
  8. Heart Made To Be Mine
  9. Vivre
10. When You Lose
11. Through the Hall
12. Dialectic

Ocena: 9/10

Pora się zmierzyć z dość wielką pozycją – „April Skies” – najnowszym jak do tej pory dokonaniem Deine Lakaien. I kolejny raz można rozpatrzyć to z dwóch pozycji, starego wyjadacza i kogoś kto stawia pierwsze kroki w podziemiach Horna i Veljanowa. W pierwszym przypadku trudno uniknąć porównań do „Kasmodiah” i „White Lies”, w drugim albo łatwo o zafascynowanie lub wręcz przeciwnie.

Osobiście uważam, że DL poszli w dobrym kierunku, nie zapodali albumu cukierkowego, nie szaleli z surowością, a jednak zrobili krok na przód nie wybierając bezpłciowej równowagi. Na czym to polega – w 100% wyjaśnić nie potrafię, choć zapewne to zasługa muzycznego umysłu Ernsta H. Już singiel „Over and Done” serwował nieco cięższe doznania niż np. „Generators”, ale nie ma tu przytłaczającej dozy mechaniczności jaką spotykamy na „Winter Fish Testosterone”. No, ale do rzeczy… „April Skies” tchnie jakąś dojrzałością; może to jest właśnie owa ’emerytalna’ pozycja która zdarza się wielu kapelom – gdy nadchodzi moment, że popełniają album jakby od niechcenia, odcinając się od młodzieńczego szaleństwa (jak to było z „Echos” Lacrimosy). Nie są to jeszcze wyżyny nad którymi można piać peany, jednak fakt, że album odkrywa się z czasem dowodzi, że łatwa klasyfikacja wedle pierwszego zachwytu się wykłada w tym przypadku. O ile od razu zaczarował mnie niezwykły liryczny urok „Slowly Comes My Night” (i tych wirujących skrzypiec), czy nieco dawny klimat „Secret Hideaway” (choć tu już nieco mniej), to na zachwyt w stosunku do ekstremalnego „Through the Hall” czy drapieżnego „Midnight Sun” trzeba było nieco poczekać, a wspomnieć muszę, że obecnie bardzo cenie te kawałki.

Również powoli swe uroki roztaczają inne utwory. „Satellite”, którego początek kojarzy mi się z Cohenem (może przez żeńskie mruczanda?); ciężkie „Take a Chance”; stonowane „Supermarket (My Angel)”… Po roku od premiery stwierdzam, że nie ma tu utworu którego nie lubie, nie robię żadnych „skip” podczas słuchania. Właśnie przez pewne wymagania jakie DL nam stawia tym razem, skłaniałbym się ku postawieniu „April Skies” ciut wyżej niż „White Lies”. I właśnie za ten osobliwy liryczny urok z nutą ciężkości: 9.

Ver.

%d blogerów lubi to: