Przeskocz nawigację

  1. Intro
  2. Return
  3. Kiss the Future
  4. My Shadows
  5. Into My Arms
  6. Overpaid
  7. Venus Man
  8. The Game
  9. Kasmodiah
10. Lass Mich
11. Sometimes
12. Fight
13. Try

Ocena: 8/10

Kasmodiah jest dziwnym, bo wyjątkowo lekkim, jak na Deine Lakaien albumem. Szczerze mówiąc po morderczej dawce smutnych ballad spod znaku White Lies, kiedy sięgałem po wcześniejszą płytę, nie spodziewałem się czegoś takiego.

Kasmodiah – piękny tytuł, piękna ballada. W gruncie rzeczy trudno powiedzieć, że jest to jakiś wybitnie dyskotekowy krążek, ale na pierwszy plan uparcie wybijają się przede wszystkim takie nabitowane kawałki jak My Shadows, Kiss the Future, Overpaid, czy Venus Man. Zresztą są to słabsze kawałki – dość podobne do siebie i w dodatku niezbyt porywające do tańca. Z kolei dwa pozostałe utwory to – z jednej strony – piedestał za pomysł w wypadku Lass Mich (industrialne, podkreślone agresywną elektroniką, szepty Veljanova), a z drugiej – lincz za powtórki. Fight przypomina Fighting the Green. Zresztą, Kasmodiah, na nieszczęście jest właśnie takim powtórkowym albumem. Cały czas ma się wrażenie, że gdzieś się to słyszało.

Nie zrozumcie mnie źle – krążek jest bardzo dobry i na dłuższą metę ten brak innowacji nie przeszkadza, jednak może drażnić przy którymś przesłuchaniu. Z kolei jednak obecność takich świetnych ballad jak The Game (jeden z najcudowniejszych utworów), tytułowa Kasmodiah, zalatujące (ale pozytywnie) Carriage Song Into My Arms czy Sometimes (trącące lekko muzyką etniczną), sprawiają, że można wystawić jak najbardziej pozytywną, choć niewysoką (przez lekką wtórność) ocenę. Warto, choćby dla balladowej połowy płytki.

f!eld

%d blogerów lubi to: