Przeskocz nawigację

  1. Terra Firma
  2. Innocente
  3. Aria
  4. Fallen Icons
  5. Underwater
  6. Myth
  7. Nature’s Kingdom
  8. Daylight
  9. Temptation
10. A Poem for Byzantium
11. Amongst the Ruins

2CD Edition:

12. Inner Sanctum
13. Nature’s Kingdom II

Ocena: 8/10

Kto ciągle kojarzy nazwę Delerium z łacińskim mianem pewnego stanu psychicznego niech wie, że jest to również szyld muzycznego projektu spółki Leeb/Fulber. Tych dwóch panów specjalizuje się w ogólnie pojętej muzyce ambient/electro, a jeden jest liderem znanego Front Line Assembly oraz mniej znanego Conjure One.

Nigdy raczej nie byłem wielkim zwolennikiem dyskotek dla mnichów, czy panien śpiewających tanie hity pociągnięte tu i tam jakimś chórem. Może dlatego, że na fali Enigmy wykwitło raptem mnóstwo tego typu projektów, raczej mało ambitnych. Delerium okazało się inne. Po pierwsze, stawia przede wszystkim na ambitny electro-pop uszlachetniając go bardzo profesjonalnie wszelkimi smaczkami rodem z przepastnych świątyń (tych europejskich i bliskowschodnich) – nie chodzi tu jedynie o mnichów, ale też o żeńskie średniowieczne girlsbandy (np. wspaniałe Mediaeval Baebes w „Aria”), orientalne brzękadełka i różne egzotyczne instrumenty. Nie ma tu mowy natomiast o adaptowaniu sakralnych zaśpiewów na muzykę popularną.

O ile na początku otacza nas głęboka przestrzeń, echa, głosy to zaraz potem wdziera sie typowy beat – mały szok. I pierwsza pokusa by dac sobie spokój z Delerium. Ale, ale… wystarczy poczekać aż oba światy zaczną się przenikać w sobie tylko wiadomy sposób. Potem objawiają się różne utalentowane wokale: m.in. Aude w „Terra Firma”, Leigh Nash w „Innocente”, a nawet mamy sample z wokalizami Lisy Gerrard (w „Temptation” – będącym zarazem przykładem bardziej odyseicznego kawałka bez angielskich wokali, podobnie jak świetne „Amongst the Ruins”). Jako dość esencjonalny utwór jawi mi się „Inner Sanctum” (feat. Kirsty Hawkshaw) – o dreszcze przyprawiają zarówno niezmierzone dźwiękowe przestrzenie, chóry jak i elektroniczne majstersztyki (chciałbym to usłyszeć w 5.1…)

Udało się na tej płycie coś nieczęsto spotykanego: „Poem” zabrzmi z równym powodzeniem jako magiczna muzyka do tańca w błyskach stroboskopów oraz soundtrack do wieczornych podróży przy świecy) Klasa wykonania i pomysł jednak potrafią łamać podziały i przemienić pozornie błachy schemat w narzędzie sukcesu.

Ver.

%d blogerów lubi to: