Przeskocz nawigację

  1. Balrog Boogie
  2. Heroines
  3. Poetic Pitbull Revolutions
  4. Ragdoll Physics
  5. D’angelo
  6. Velvet Embracer
  7. Gunpowder Chant
  8. Infravolve
  9. Wedding March For A Bullet
10. Qualms of Conscience
11. Zodiac Virtues
12. Porcelain Judas
13. Pink Noise Waltz

Ocena: 9/10

Z wyraźną lubością muszę stwierdzić, że nie tylko Versatis trafia na ciekawych muzyków. Dowodem na to jest zespół Diablo Swing Orchestra, który zadebiutował trzy lata temu epką Borderline Hymns, a teraz wrócił z pełnometrażowym albumem The Butcher’s Ballroom. Na pocieszenie dodajmy, że materiał z epki w całości znalazł się na tym krążku.

Oj, tak, z pewnością mamy do czynienia z bardzo ciekawym kawałkiem muzyki. Jest tutaj bowiem wymieszany metal z muzyką z całego świata. Muzyką, dodajmy, z lat 20.-30. i aż do chyba 70.-80. ubiegłego wieku. A teraz myślę, że czas dodać dwa najważniejsze elementy do tego i tak już szalonego zestawu: wiolonczelę i sopranistkę na wokalu. Tutaj taka mała dygresja – otóż pannie najbliżej technicznie do Floor Jansen z After Forever. O ile jednak Floor nie raczy ostatnio porządnie powyć (jak choćby na Invisible Circles), to tutaj wokalna ekwilibrystyka godna Tarji Turunen z okresu Oceanborn jest na porządku dziennym. I Bogu dzięki, bo już słuchając otwierającego album Balrog Boogie można spaść z krzesła. Potem jest wciąż równo – mniej i bardziej energiczne kawałki przeplatają się z (prawie)instrumentalnymi utworami, takimi jak Gunpowder Chant, czy fortepianowe Qualms of Conscience. Problem leży w tym, że choć wytchnienie się należy, to utwór numer 10 nie pasuje za bardzo stylistycznie.

Rezultat jest taki, że czasem czuję się, jakbym słuchał soundtracku ze Scooby Doo (te wokalizy i muzyka spokojnie by pasowały do kreskówki). Jakkolwiek to może brzmieć umniejszająco, to klimat starego, grzecznego horroru rewelacyjnie tutaj się sprawdza. Całość stylistycznie kojarzy się trochę jeszcze ze zmiksowaną Apocalyptiką, choć tutaj towarzystwo poszło kierunkiem rodem z Inquisition Symphony, dodając trochę tylko liryki i delikatności, czego brakowało Finom. Tutaj gitary, perkusja, klawisze, wiolonczela, basik i sopranistka współgrają bez wątpienia. Normalny wokalista też sobie nieźle radzi i w rezultacie płycie można wystawić spokojnie jedną z najwyższych not, bo kopa daje i to porządnego. To kto chętny na bal u rzeźnika?

f!eld

%d blogerów lubi to: