Przeskocz nawigację

  1. MenschFeind
  2. Reign of Chaos
  3. The Curse
  4. Giftraum
  5. End of Flowers
  6. Methusalem
  7. Chemicals
  8. But the Wind Was Stronger
  9. Play God!
10. Soul Stripper
11. O’ Brother Sleep
12. Traumtänzer
13. AmoK

Ocena: 8/10

W przypadku płyt koncertowych wolę, gdy album jest całością, tj. gdy utwory pochodzą z jednego koncertu – wtedy lepiej można uchwycić atmosferę występu na żywo. Lubię też typowe dla koncertów przerywniki – gdy wykonawca między utworami nawiązuje kontakt z publicznością… Jak dla mnie ma to niesamowity urok i tego trochę brakuje na „Alive” chociaż obecność audytorium w „Traumtaenzer” poniekąd mnie w tej kwestii satysfakcjonuje.

Z drugiej strony zaletą tego że utwory nie pochodzą z jednego występu jest to że wybrali zapewne „the besty” – „But the wind was stronger…” i to „Help me!” pod koniec – po prostu genialne… Piękny „AmoK”… – ale i tak lepiej by było dla płyty, gdyby składał się z jednego koncertu specjalnie przygotowanego i maksymalnie dopracowanego właśnie na potrzeby wydania albumu..

To po kolei:

MenschFeind i Reign of Chaos
Początek mi się nie podobał, byłam rozczarowana i zniechęciłam się do całej płyty. Trochę za bardzo słychać, że płyta jest trochę za bardzo obrobiona w studio; bardziej sztucznie niż „żywo” , ale ładnie. Ale jak zabrzmiał Adrian…mmm-miodzio :)

The Curse

Tu mega szok przeżyłam ale juz wiem, którą piosenkę mogę pokazać moim znajomym klubersom. Trochę to cukierkowe przesłodzenie rehabilituje Gaun, ale i tak mało go słychać. Nic nie pobije tej wersji The Curse, która jest w specials na oficjalnej stronie. Jestem pewna, że Adrian bardzo chciał tu wykonać swoje dzikie tańce ;)

Giftraum
Było ok, jak na każdy dobry utworek live przystało.

End Of Flowers
Mega Mrok Śliczny, jeszcze bardziej ponury i złowrogi nastrój, czyli to czego ja w muzyce szukałam, a co znalazłam u Diary Of Dreas.

Methusalem
patrz. o Giftraum

Chemicals
Płyciej niż na CP2003. Tam było lepiej.

But Wind was stronger
Piękna gitarka, powerek od samego początku, Adrian’s voice w najlepszej formie. Może mniej ponuro i tajemniczo, ale też mniejsze smęty niż w wersji studyjnej. Ale to wy możecie więcej na ten temat powiedzieć, choćby porównać z wykonaniem z Gothic.pl Festival #2.

Play God!
Od tego miejsca zaczęło mi się jeszcze bardziej podobać. Widać, że trzymają klasę. Choć to jeszcze nie to…

Soul Stripper
zaczęło brzmieć, jak połączenie Linkin Park z Pink Floyd. Być może w ten sposób będzie brzmieć jakaś piosenka z kolejnej płyty Nightwish….ale dalej było już… ostrzej…mmmm znów miodzio!!! Dalej DoD było już takie jak (dla mnie) być powinno (jak The Curse na oficjalnej).

O’Brother Sleep
To zupełnie inaczej brzmi niż na tamtej płycie, ale też bardziej mi się podobało, chociaż to znowu to dyskotekowe wykonanie, jak wcześniej The Curse W każdym bądź razie ciekawsze od wersji nie-live, nie chce mi się tu użyć klawisza preview na pilocie od wieży…i mocniutka gitarka jest.

Traumtanzer
Najbardziej wyczekiwana przeze mnie. Może nie było takich popisów wokalnych Adriana jak w specials na diaryofdreams.de ale to chyba najlepsza wersja live, pełna niespodzianek. Może to do końca nie jest to czego oczekiwałam, ale podobało mi się i tak.

AmoK
O od razu lepiej! To nie jest ta naiwna dyskotekowa pioseneczka w stylu Roba Thomasa, ale całkiem profesjonalny akustyczny kawałek. Własnie tak trzeba było zrobić tą piosenkę!

Ogólnie spodziewałam się czegoś innego, zamierzając kupić tą płytę …i tu baluję, jednak:. tak powinien brzmieć (dla mnie) koncert Diary’ów . Mam teraz ochotę zobaczyć alive a nie tylko posłuchać… Czyżby o to chodziło? ;)

I największa wada – dlaczego album nie jest dwupłytowy?

MacFly

%d blogerów lubi to: