Przeskocz nawigację

  1. Waiting for Spring
  2. Firefly
  3. Nights in White Satin
  4. More Than the Ocean
  5. A Maid in Love
  6. B.A.C.H.
  7. Close to Us
  8. Sweet and Sticky Perfume
  9. A Way to Love
10. Thoughts of You
11. Lolita Nie en Bloc
12. One of Your Smiles

7/10

Dierdre Dubois – to imię i nazwisko zapewne przynosi niewiele skojarzeń. Tak samo jak zespół, którym Dierdre udzielała się przez lata, a który zdobył już pewne uznanie – chodzi o projekt Ekova, łączący electro z egzotyczną muzyką dawną. Od niedawna muzycy tworzą na własną rękę, i w ten sposób miał okazję pojawić się debiut „One”. Jako, że elektronika może być prawdziwą krynicą pomysłów natychmiast zagnało mnie na polowania.

Na powitanie czaruje głos, z lekka ‚czarny’, dojrzały nawet intrygujący (zwłaszcza gdy wyśpiewuje partie po francusku lub intonuje jakieś egzotyczne linie). I to już jest plus tej płyty jakkolwiek dzieje się potem. Rozpoczynające płytę „Waiting for Spring” od razu wpada w ucho, może właśnie dzięki jakiemuś orientalnemu posmakowi. Choć wszystko skąpane jest w metalicznych, nierdzewnych, syntetycznie otrzymanych dźwiękach. Potem jest szalone „Firefly”. Ale przy kolejnych utworach zaczynam się zastanawiać nad przerostem formy nad treścią. „Night in White Satin” czy „A Maid in Love” nieco nużą szarawą paletą, mimo interesujących, nieco bardziej akustycznych dodatków. Ale może przekonanie się do nich to kwestia czasu. Nasuwa mi też natychmiastowe skojarzenie z Moloko (np. „More Than the Ocean”) – czyli ciągle jest ciekawie, ale czekanie na rewolucję zaczyna kosztować trochę wysiłku.

„B.A.C.H.” to Bach, w wydaniu nietypowym czego można było się spodziewać, ale nie porywającym. I w drugiej połowie „One” zaczyna się coś dziać. Więcej melodii? Więcej pomysłów? W każdy razie lepiej, że takie cudowne okazy jak ponętnie indyjskie w smaku „Close to Us”, narracyjne „Sweet and Sticky Perfume” czy fenomenalne, miękkie i ciepłe „Thoughts of You” (przypominające intymną atmosferą „Cocoon” Björk), pojawiają się później, niejako na deser. Nie ma też co psioczyć na nieco mocniejsze utwory (całkiem niezłe „A Way to Love”) i elektroniczne kurioza („Lolita Nie en Bloc”). Pożegnalne „One of Your Smiles” z cichą gitarką też wspaniale zamyka album.

Niewątpliwie jest to pozycja dość wymagająca i potrzebująca czasu. Bo nie nazwałbym żadnego utworu słabym czy nieudanym, jednak jakaś nierówność jest wyczuwalna. Jednak jakby się to nie prezentowało w całości, to poszczególne utwory, komputerowe chwyty i rozmaite instrumentalne naleciałości są zaaplikowane przez Dierdre z pomysłem. Warto przynajmniej spróbować, natomiast dla maniaków electro: zadanie domowe.

Ver.

%d blogerów lubi to: