Przeskocz nawigację

  1. Return to Armagh
  2. Trace of the Flames
  3. Nebeltanz
  4. In Nights of Rain and Storm
  5. Crystal Clear Water
  6. Yányana
  7. Tears and the Perfect Light
  8. Come to the Sea
  9. Passed the Meadows
10. Shoole Aroon
11. Nightride to Glenvore
12. Sleeping in Flames
13. Now and Then
14. Der Nachtwald
15. Incendium
16. Moonlight Shadow
17. Roseslake

6/10

Elane – pierwsze skojarzenia mogą obfitować w obrazy elfiej panny z wysokich zamków usytuowanych wśród niezmierzonych puszcz, czy samotnych jeźdźców, wiedźminów i innych takich… Cóż nurt fantasy można kochać i można nienawidzić. Zwłaszcza ostatnimi czasy gdy neofolk i darkfolk przeżywa swoisty renesans (do czego to doszło: średniowiecze i jego gotyk przeżywają renesans).

Ogniom Glenvoru warto poświęcić chwilkę, a czy okaże się to dłuższą przygodą czy nie wyjdzie w praniu. W moim przypadku raczej przygody nie będzie, co nie oznacza, że ta muzyka nie znajdzie swoich miłośników, uważam wręcz, że będzie ich wielu. Ale do rzeczy, mamy tu wszystko co powinno być w tym eliksirze: akustyczne (i nie tylko akustyczne) gitary, dziewczęcy wokal i ludowe skrzypki. Jednak co wyróżnia Elane od innych zespołów tego pokroju jest fakt, że Joran (wokalistka i współautorka muzyki) jest liderem zespołu, co dodaje specyficznego kobiecego tonu tej muzyce. Druga rzecz to zamiłowanie twórczością Loreeny McKennitt, co najwyraźniej ukazało mi się w pieśni skrzypiec „Nebeltanz”. Kolejnym chwalebnym motywem są wspaniałe fortepianowe melodie, stanowiące trzon kilku świetnych utworów np. tajemniczego „Tears and the Perfect Light”, „Incendium” czy „Roseslake”. Przepiękny jest też krótki pasaż „Now and Then”. Nawet cover „Moonlight Shadow” Oldfielda wypada całkiem przyzwoicie..

Jednak dawka 17 utworów przytłacza. Kojarzy mi się to z dawną szkołą folku a la Blackmore’s Night. Mając do czynienia z w miarę jednolitą gamą instrumentów obfitość nie wychodzi specjalnie na dobre. I zaczynam mieć chyba problem z głosem Joran, gdy jego brzmienie zbliża się momentami do skrzeczących tonów Pedersenowej z Sirenii budując dziwne kontrasty z eterycznym tłem, zwłaszcza w wielowarstwowych harmoniach. Nie tędy droga.

Każdy miłośnik neofolku jako takiego na pewno znajdzie coś dla siebie. Współcześni elfowie i elfice z gitarami będą mieli idealny album na wieczory przy ognisku nad jeziorem lub doskonały soundtrack do wieczorów z lekturą fantasy. Jak dla mnie trochę to jednak nieodpolerowane, ale już milczę… widać jakiś cierń musi być.

Ver.

%d blogerów lubi to: