Przeskocz nawigację

  1. Opheliac
  2. Swallow
  3. Liar
  4. The Art of Suicide
  5. I Want My Innocence Back
  6. Misery Loves Company
  7. Marry Me
  8. Thank God I’m Pretty (ukryty)

9/10

Dopiero po tej epce zrozumiałem trafność określenia muzyki panny Autumn jako victoriandustrial, co więcej tym razem (widać to już po okładce) Emilka naprawdę pokazuje pazur. Motto promocji nowego albumu (który to owe wydawnictwo pilotuje) brzmi „Let the suffering begin!” – kto się odważy na muzyczne męczeństwo?

Jeśli już marzy się komuś brzmieniowa bolesna ekstaza to zapraszam. Zaczyna się ona niepozornie plumkaniem klawesynu w dawce usypiającej czujność, aż w końcu wszystko przybiera zdecydownie mechaniczny charakter, nie upłynie minuta a będziemy słyszeć wrzeszczącą Emilie – „…go to hell!” głosem elektroniczne przesterowanym gwałcącym bezlitośnie akustyczne granice mikrofonu. A potem znów ciche skrzypki – „Opheliac” to utwór pełen kontrastów, który na starcie zapowiada czego można się spodziewać: niezwykłego uroku barokowych instrumentów, drapieżności i sporej dozy elektroniki. Kto przebrnie – zostanie nagrodzony.

Potem mamy 7 wspaniałych utworów zdominowanych przez elektroniczne narzędzia tortur. Zwłaszcza agresywny „Liar” jest dobrym przykładem…utwór ciężko się toczy, naszpikowany efektami godnymi Deine Lakaien, aż nagle ze smyczy spuszczony zostaje klawesyn, w mariażu z niesamowitym głosem (sam wokal wręcz powala, i wiele czarnych gotyckich pań może się w tym momencie schować) daje to oszałamiający efekt, bynajmniej nie dla wrażliwego ucha. Tak samo ma się wspaniały „I Want My Innocence Back”, czy też już bardziej melodyjny i lżejszy, ale równie piękny w swym szaleństwie „Misery Loves Company”.

Po jasnej stronie mocy są balladka „The Art of Suicide” i perła zasługująca na osobną uwagę: „Marry Me” – piosnka frywolna na klawesyn i skrzypki, jak nic kojarząca się z jakąś arią z barokowej komedii, z rozkosznym „fuck” (pewnie stąd tabliczka Advisory Parental ;) – boski utworek.

Cóż, jeśli to jest dopiero przygrywka do pełnometrażowego albumu – to strach się bać. W „Liar” Emilie wrzeszczy: „Are you suffering!?” – odpowiadam zdecydowanie twierdząco i chcę więcej. Choć jak to ktoś określił: „ta muzyka może wykastrować”. Spokojnie, to nie sadyzm, zbyt wiele tu magii i teatralnego piękna.

Ver.

%d blogerów lubi to: