Przeskocz nawigację

  1. Eppur Si Muove
  2. Feel Me Heaven
  3. Dreaming of Andromeda
  4. Dancing with Mephisto
  5. Northern Lights
  6. Invisible Love
  7. Message from IO
  8. Hello and Welcome
  9. 20.000 Miles Over the Sea
10. Sitting on the Moon
11. The Alchemist
12. Goodbye Milky Way

Ocena: 3/10

Takich albumów się nie robi! Michael Cretu już ostatnim razem drastycznie zwichnął oczekiwania fanów zrywając zupełnie ze stylistyką charakterystyczną Enigmie. Tym razem powrócił do źródeł tylko, że zamiast zaczerpnąć z nich pomysłowości i niezwykłego nastroju cechującego pionierskie dokonania, nabrał samego mułu.

„A Posteriori” czarować zaczęło już przed premierą niezwykłą szatą graficzną, rozbudzającymi kosmiczne skojarzenia tytułami, a fani piali na forach usłyszawszy fragmenty uwórów, że Enigma powraca w wielkim stylu. Niepodobna było to przegapić. Rozpoczyna się typowym wprowadzeniem które przenosi nas w kosmiczne sfery okraszone oczywiście łacińskimi kantykami (tym razem „Omnia Sol Temperat…”) – i o ile „Eppur Si Muove” stanowi zachęcające intro, to następne 10 utwórów nie wnosi absolutnie nic nowego, ani oryginalnego, ani ciekawego! Bo czym może być 3, 4 minutowy fragment oparty na jednym rytmie i sekwencji składającej się z kilku dźwięków młóconej na całej długości astralnego równika. Sławy muzyki techno robią to z większą finezją i egzotyką, Jarre kosmiczne odyseje dla wytrwałych popełnił już lata temu, jak wiemy z o nieba lepszym skutkiem, a pseudo-mistyczne ogryzki nie umywają się do autentycznej duchowości tradycyjnych mantr (choć i tutaj, Cretu stęka z nabożną ekstazą „rescue me, my invisible love” chyba ze 30 razy). Jako ciekawostkę podam, że na tym schemacie opierają się właśnie teksty utworów (czyli wedle dyrektywy, że trzeba tytuł zajęczeć kilkadziesiąt razy żeby wiadomo było który utwór to który), jeśli w ogóle się pojawiają i jeśli w ogóle można coś zrozumieć, gdyż efekt brzmi jak taśma wkręcająca się na rolkę magnetofonu.

Mam nieodparte wrażenie, że szanowny autor poczuł się już takim guru new-age, że liczy na niemy zachwyt gawiedzi cokolwiek zapoda. Szkoda, gdy artysta o wielkiej wyobraźni nie potrafi z niej korzystać i uważa swój sukces za tak oczywisty, że przestaje dbać o poziom swoich dokonań. Byłaby pała z wykrzyknikiem gdyby nie „Eppur Si Muove”, „Hello and Welcome” i całkiem przyzwoite zakończenie „Goodbye Milky Way”.

Futurystycznej wizji muzycznego wszechświata tu nie znajdziemy, a Enigma, żegnając się z drogą mleczną szykuje się by pójść w ślady stacji Mir – jej też minął już termin ważności.

Ver.

%d blogerów lubi to: