Przeskocz nawigację


  1. Less Than a Pearl
  2. Amarantine
  3. It’s in the Rain
  4. If I Could Be Where You Are
  5. The River Sings
  6. Long Long Journey
  7. Sumiregusa
  8. Someone Said Goodbye
  9. A Moment Lost
10. Drifting
11. Amid the Falling Snow
12. Water Shows the Hidden Heart

Ocena: 8/10

Amarantine – nazwa wiecznie kwitnącego kwiatu, starożytny symbol nieprzemijalności to herb nowego albumu Enyi, na który trzeba było naczekać się kolejne 5 lat. Oczekiwania jak zwykle były wielkie i na wstępie mogę rzec, że zostały spełnione niemal w zupełności. Enya raz kolejny głośno mówi, że jej muzyka zawsze będzie „jej muzyką” i kropka, i wszelkie próby pominięcia tego faktu są skazane na niepowodzenie.

Jest to album jak na Enyę postępowy (to że zauważenie tego naprzykrza nieraz problemów to druga sprawa ;P, ale piękno muzyki potrafi ująć każdego) Kompozytorsko i wokalnie Enya od dawna prezentuje klasę, a jej techniczna doskonałość osiąga obecnie szczytową formę. Melodycznie album prezentuje się zaprawdę wspaniale. Enya idzie jednak dalej na innych płaszczyznach.

Choćby rozwiązania brzmieniowe. Inżynieria dźwięku urasta do rangi alchemii w rękach Enyi i producenta Nicka Ryana, czego najlepszym przykładem jest np. „Less Than a Pearl” – muzyczne novum, podniosłe i tajemnicze; jak i rozległa wyżyna pasaży w japońskim „Sumiregusa”. Po smyczkowym i pełnym gry pizzicato albumie „A Day Without Rain” tu mamy powrót do starego dobrego fortepianu, natomiast smyczki są zastosowane częściej jako muśnięcia staccato – „Someone Said Goodbye” – wspaniały przykład świetnej melodii swingujących skrzypiec. Wokale. Nie brak ukochanych mruczand i chórów, ale i zupełnie nowy sposób śpiewania – jasny w kolorycie głos w „It’s in the Rain”, rozpływające się soprany w menuecie „Amarantine”, czy polifoniczne niuanse w „Water Shows the Hidden Heart” – jednym z najlepszych utworów-opowieści jakie Enya stworzyła do tej pory, zaśpiewanej w fikcyjnym języku Loxian, która doskonale zamyka album. Przy okazji wokalu nie można zapomnieć o „The River Sings” – mknącym hymnie głosów rzeki, przypominającym żywiołowość szkockich tańców. Naprawdę porywające.

Mamy niestety tylko jeden instrumental „Drifting” – kompozytorska perełka, z niesłyszaną wcześniej u Enyi solową wiolonczelą. Są i ballady w dawnym stylu („A Moment Lost”, „If I Could Be Where You Are”), jest pieśń wędrowców „Long Long Journey” i kolędowe „Amid the Falling Snow”. Jest jednak kilka „ale”… Teksty. O ile te w języku Loxian tchną jakąś filozoficzną poezją, to do angielskich wkrada się miejscami jakaś trywialność. Trudno się było pogodzić z brakiem pieśni po irlandzku – to zawsze był swoisty gwóźdź programu – ale elastycznosć mowy Loxian wynagradza to choćby w „The River Sings”.

Jenak wiem, że pani Enya może zrobić coś jeszcze bardziej kunsztownego i złożonego – i na takie coś wciąż czekam (choć moje zachcianki zdają się być dość utopijną wizją). Tym razem jednak echo tego zaczyna przebrzmiewać w kilku utworach („Less Than a Pearl”, „Sumriegusa”, „Water Shows the Hidden Heart”, „The River Sings”). Wobec Enyi aktualne więc pozostają jak zwykle wysokie wymagania – tym razem 8, następnym (wedle rachuby za następne 5 lat – a tfu!) – oby więcej. Niech to będzie pozytywny akcent za zakończenie.

Ver.

%d blogerów lubi to: