Przeskocz nawigację

  1. Amarantine (Single Edit)
  2. The Comb of the Winds
  3. The Spaghetti Western (Theme from The Celts)

Ocena: 8/10

Skusiłem się na recenzję singla, a znaczy to, że naprawdę nie jest to zwykły singiel. Może jest w tym trochę targowicy i zachwalania ulubionych wyrobów, tym razem jednak, mamy pozycję doskonale ukazującą różne twarze Enyi. Mam ma myśli zwłaszcza utwór trzeci jako swoiste novum. Tak, proszę państwa „The Spaghetti Western” – prosimy o nieregulowanie odbiorników, to Enya. Całość to gotowa recepta dla wielu, jak wydawać poprawne single i do czego ta miniaturowa forma służy.

Poza tytułowym utworem, słodkim menuetem plumkających smyczków i wokalnych akwareli, mamy tu instrumentalną perłę „The Comb of the Winds”, których więcej zabrakło na albumie. Może i lepiej że zdobi ona to wydawnictwo, bo dla mnie jest zdecydowanie ciekawsza niż „Drifting” z płyty „Amarantine”. Milutka melodyjka to nie wszystko, mając biegłość w epokach twórczości Irlandki, można dostrzec powrót do fortepianowych klasyków rodem z albumu „Shepherd Moons”, jednak w odsłonie perfekcyjnej pod względem dźwiękowym. Wokalna partia przyprawia o dreszcze.

I w końcu „The Spaghetti Western”… może być to mały szok dla ortodoksów, jednak nie można odmówić temu utworowi uroku. Jest wspaniały. Krótki temat zmartwychwstały z lat ’80 kiedy to Enya tworzyła pierwsze dziełko – muzykę do serialu dokumentalnego o Celtach. Kompozycja bliższa raczej klimatom a la Morricone, która rozwiewa wszelkie obawy o jakiekolwiek country. Galopujące gitary, kastaniety, dzwony i perkusja – wszystko to w rękach Enyi obraca się w idealną formę. Solidny argument za tym, że nie jest to pani tak zamknięta na muzyczne horyzonty jak się wydaje, ale artystka można stworzyć najprawdziwszy soundtrack. Na nasze szczęście, uniknięcia oczekiwania na taką ścieżkę latami, pewnie nie zechce, ale uraczy epką wartą zachodu (dzikiego ;) bynajmniej nie tylko do ozdoby półki.

Ver.

%d blogerów lubi to: