Przeskocz nawigację


  1. Omen Sore
  2. Divano
  3. Devore Amante
  4. Sentence
  5. Don’t U
  6. Infanati
  7. Madona
  8. Hymne
  9. Misere Mani
10. In Fine

Ocena: 8+/10

Lubię stawiać dobre oceny albumom, bo to świadczy tylko o tym, że wciąż można tworzyć muzykę, która cieszy. Z Erą rzecz była taka, że płyta posiadała nieodparty urok, który potrafił zatrzymać na dłużej. Niestety Era 2, choć wciąż pełna pięknej muzyki, nie sprawia już tak rewelacyjnego wrażenia. Można powiedzieć, że wręcz przeciwnie – to, co nie przeszkadzało, teraz zaczyna irytować. Na pierwszy plan wysuwa się motoryczna perkusja, zabijająca prawie całkowicie niektóre kawałki. Do tego Leviemu należałoby zarzucić stosowanie ogranych schematów – jak na przykład melodie w Omen Sore, czy Hymne.

Z drugiej jednak strony ten cały brak subtelności w alchemii nie przeszkodził budować naprawdę dobrych kawałków. Soundtrackowe Divano (zalatuje tylko Orffem), potężne Devore Amante czy rewelacyjna Madona. Owszem, trochę toto oazowe, ale w sposób, który wywołać może tylko radość. Największym jednak osiągnięciem jest wzruszające Misere Mani z chyba najładniejszym, jaki do tej pory widziałem, teledyskiem. Chyba zbyt łatwo się wzruszam, ale obraz w połączeniu z muzyką… Cóż, nieprzypadkowo użyłem słowa „alchemia”. Eric Levi wciąż jest w stanie tworzyć z prostych melodii świetne kawałki, które nie rażą tandetą i wpadają w ucho. Dobra, ósemka z połówką za Misere Mani. Może naciągam, ale Era 2 to wciąż bardzo dobry album. Może monotonny, ale w takim razie twórców Enigmy powinno byłoby się postawić pod mur.

f!eld

%d blogerów lubi to: