Przeskocz nawigację

  1. Sinfoni Deo
  2. Reborn
  3. Dark Voices
  4. Come into My World
  5. Prayers
  6. Thousand Words
  7. After Thousand Words
  8. Kilimandjaro
  9. Last Song
10. Come into My World (Remix)

Ocena: 1+/10

No dobra. Pamiętacie The Mass sprzed dobrych paru lat? Pamiętacie, co zrobił Eric Levi z eRą? To teraz spójrzcie na okładkę i przeczytajcie dokładnie tytuł. A następnie zapomnijcie, że doczekacie się konkretów. Ten album powinien się nazywać Necromancy i zostać wydany gdzieś cichcem przez jakąś podrzędną wytwórnię. Jeśli w ogóle powinien być wydany.

Levi jednak nie jest głupi. Sinfoni Deo jeszcze daje reminiscencje starej eRy (starej – to znaczy najdalej z albumu numer 2). Reborn dalej daje nadzieję – nawet dość dużą – na to, że jednak coś się uratowało. Nie jest to może stara eRa, ale jakaś ewolucja i o krok wyżej od poprzedniego albumu. A potem te nadzieje zostają brutalnie zmieszane z błotem i wpakowane razem z nawozem pod kapustę na grządce pani Ziuty z działki obok.

Levi chciał chyba stać się drugim Schillerem, ale bliżej mu do ATB. Gorzej tylko, że utwory ATB mają charakter. Piosenki z Reborn są go pozbawione w stu procentach i raczej nie pozostawiają nadziei na to, że piąta eRa (jeśli się w ogóle raczy pojawić), będzie czymś chociaż poprawnym. Bo kiedy After Thousand Words daje nadzieję na to, że chociaż dwa ostatnie utwory będą znośne, to Kilimandjaro serwuje nam koszmarne bity i kastracyjno-homoerotyczny wokal. Efekt? Paszkwil z „I’ll Find My Way Home” Vangelisa? Jeśli tak, to pozbawiony pazura.

Jednak trzeba jeszcze dobić słuchacza. Czym? Ano remiksem popowego Come Into My World. 9 minut katorgi… powinni to puszczać więźniom w Alcatraz.

Płyta się nadaje w skrócie do jednej rzeczy – mianowicie do prezentacji studentom szkół oficerskich jak powinien wyglądać lot koszący. Żenada z plusem za całe trzy kawałki.

f!eld

%d blogerów lubi to: