Przeskocz nawigację


  1. The Song of Amergin
  2. Maranatha (Come Lord)
  3. Amergin’s Invocation
  4. Elegy
  5. Sailing to Byzantium
  6. Abwoon (Our Father)
  7. Immortal Memory
  8. Paradise Lost
  9. I Asked for Love
10. Psallit In Aure Dei

Ocena: 10/10

Wielu za recenzje wystarczy nazwisko: Lisa Gerrard – i wszystko staje się jasne i niepodważalne. Dodajmy jeszcze, że tym razem Lisa wraz z irlandzkim kompozytorem muzyki klasycznej Patrickiem Cassidym mierzy w sferę duchową i filozoficzną. Czego innego mógłby dotyczyć głęboki tytuł „Pamięć nieśmiertelna”?

Tu jest coś więcej niż muzyka i tu niewątpliwie chodzi o coś więcej niż muzykę. Namacalnie można odczuć, że jest ona nośnikiem jakiejś wszechogarniającej treści, niezwykle wyraźnych emocji. Przy tej muzyce leją się łzy i boli serce. Pani Gerrard wyraźnie zaznacza, że sięga w swej twórczości i przekazie do wnętrza człowieka. „Często na moich koncertach ludzie płaczą, spotykają się z czymś na co inaczej nie potrafią zareagować”. „Immortal Memory” posiada aurę wręcz sakralną, mistyczną, z drugiej strony bardzo wizualną – ma się wrażenie, że to najprawdziwsza ścieżka dźwiękowa; snujemy się po wzburzonych morzach, bizantyjskich kaplicach, mglistych brzegach…

„The Song Of Amergin” i „Maranatha (Come Lord)” tchną chłodem i mrokiem, pierwszy: staroceltycki poemat rozwijający się w marszowy rytm kotłów; drugi: starożytna chrześcijańska modlitwa w języku aramejskim, zaśpiewana w niezwykły sposób. Następnie wybija się „Amergin’s Invocation” – podniosły, nadal chłodny i poważny, a przy tym jeden z najbardziej soundtrackowych utworów. Co się szybko okazuje, mrok i melancholia przetykane są utworami kojącymi – taka jest „Elegy”, „Immortal Memory” jak i absolutnie cudowne „Abwoon (Our Father)”, w którym można odnaleść nawet nutę radości, harmonii i pocieszenia, można go słuchać godzinami i tonąć w tej atmosferze. „Paradise Lost” przynosi grozę i ciemność, natomiast „I Asked For Love” to pieśń rezygnacji i żalu, wręcz godząca w serce. Jeśli chodzi „Sailing to Byzantium” – to cudo samo w sobie, centralna część albumu – trzeba to po prostu usłyszeć. Zakończenie to długie 9 minutowe requiem „Psallit In Aure Dei” z akompaniamentem kościelnych organów – pokój i pogodzenie. Oboje muzyków uzupełnia się tu idealnie, i dla obojga jest to opus magnum, ale niewątpliwie na pierwszym planie jest Lisa Gerrard i jej wokalizy, wyśpiewane za każdym razem w inny zadziwiający sposób. Niesamowite.

Nie jest to muzyka-tło do codziennych zajęć (wszak mało który soundtrack, a raczej żaden album z muzyką sakralną nie sprawdziłby się w tej roli). Jeśli jednak potrzeba wam wytchnienia, ucieczki, chwili refleksji czy po prostu podróży z muzyką (w głąb siebie i nie tylko) – sięgnijcie po „Immortal Memory”, przynajmniej raz. Ta muzyka uzależnia, zapada w pamięć, każe do siebie wracać i nie daje o sobie zapomnieć. Album-modlitwa, album-doznanie.

Ver.

%d blogerów lubi to: