Przeskocz nawigację


  1. Shadow Magnet
  2. Tempest
  3. Forest Veil
  4. The Comforter
  5. The Unfolding
  6. Pilgrimage of Lost Children
  7. The Human Game
  8. The Circulation of Shadows
  9. Sacrifice
10. Nadir (Synchronicity)

Ocena: 8/10

To kolejna płyta z udziałem Lisy Gerrard, o której nie trzeba dużo pisać, nie trzeba nawet wiele czytać, tylko czym prędzej po nią pobiec. Lisa Gerrard (z pewnością Midas współczesnej muzyki) tym razem z kompozytorem Pieterem Bourke zamienia w twórcze złoto następną dawkę niezwykłych melodii.

Może to kwestia tego już niemal legendarnego wokalu, niskiego, pełnego mocy nośnika emocji, który zniewala, hipnotyzuje, zamyka we własnym sanktuarium muzyki. Ci, którzy szukają dźwiękowego szaleństwa powinni wiedzieć, że próżno go szukać na epickich albumach pani Gerrard, gdzie całość przybiera kształt podróży, na której jest czas na wyważenie każdego kroku i dostrzeżenie najmniejszego detalu, który urasta do rangi motywu. Tak, magia pojedynczych momentów „Duality” często zadziwia: nie mogę nie przytoczyć z tej okazji „The Unfolding” – gdzie cichnące głosy a capella rozwijają się nagle z majestatyczną finezją orkiestrowego przypływu. Co do zaakompaniowanych klasycznym tłem utworów, również warte uwagi jest przepiękne „Sacrifice” – czyste emocje.

Jak można było się spodziewać, mamy indyjsko-orientalne wpływy, zabierające od razu do portów Bombaju: np. niedługie, zamykające album „Nadir (Synchronicity)” budujące nastrój hinduskiego święta. Z kolei „Pilgrimage of Lost Children” to zupełnie inna, tajemnicza, choć nadal egzotyczna mantra w rytmie posuwistej procesji.

„Duality” jako album prezentuje się wspaniale, stanowi całość; urzeka, wycisza, porywa i niepokoi. Jedynym mankamentem jest być może zbytnie podobieństwo do twórczości Dead Can Dance. Muzycznej rewolucji zatem tutaj nie ma. Jednak nigdy nie była ona celem Lisy Gerrard, a wiele jej solowych projektów kładzie akcent na wokalne zdolności i pewną dozę klasycznego brzmienia – dlaczego więc nie spróbować przesunąć nieco granice stylu DCD. Wszak to nie gatunek czy nowatorstwo świadczy o klasie, a w przypadku tych artystów nie podlega ona wątpliwości.

Ver.

%d blogerów lubi to: