Przeskocz nawigację


  1. Your Sweet Six Six Six
  2. Wicked Game (Chris Isaak cover)
  3. The Heartless
  4. Our Diabolikal Rapture
  5. It’s All Teras (Drown in This Love)
  6. When Love and Death Embrace
  7. The Beginning of the End
  8. (Don’t Fear)The Reaper (Blue Oyster Cult cover)
  9. For You
66. (666) (easter-egg)

Ocena: 8/10

Po przesłuchaniu Dark Light rzuciłem się na resztę płytek HIMa (dobrze jest mieć koleżanki, które kiedyś chorowały na ten zespół ;)). Zdecydowanie najlepiej z całej listy wypadło Greatest Lovesongs…

Powiedzmy sobie szczerze: lubię posłuchać czegoś, co się ociera o kicz. Po prostu wtedy się wyluzowuję. Ville Valo do spółki ze swoimi znajomymi stworzył taki kiczowaty odpowiednik – powiedzmy – metalowego Nicka Cave’a (dobra, w tym momencie mnie zastrzelono i pogrzebano). Niby wszystko jest ponuro i boleśnie, Weltschmerz jest nadrzędną ideą tego albumu, ale tak jakoś mi wesoło jak tego słucham.

Dość dygresji. Dzięki tej płytce HIM zasłużył sobie w pełni na miano love metalu i stał się zespołem-instytucją na fińskiej scenie muzycznej (co dowodzi tylko specyficznego gustu Finów). Jednak należałoby wspomnieć o fenomenalnym coverze Wicked Game – brzmi on właściwie nawet lepiej, niż oryginał. Świetnie się wpasowuje w klimat płyty (btw: dość sodomiczny, biorąc pod uwagę okładkę…). Dodajmy do tego jeszcze Our Diabolikal Rapture i takie miłe kawałki jak When Love and Death Embrace, czy psychodeliczne It’s All Tears (całkiem niezły początek) plus reszta płytki – równie smętna i wprowadzająca w klimat lekkiej depresji… (ale że specjalnie robiony pod nastoletnią publiczność to niezbyt dużej) i dostajemy 8 punktów.

Hemm… Jeszcze jedna rzecz. Dochodzę do wniosku, że zapoznanie się z nowymi dokonaniami większości zespołów od najnowszej do najstarszej płyty jest jak seks na pierwszej randce. Coś się pomija. Właściwie to nawet bardzo dużo. Na przykład wokal na Lovesongs irytuje mnie o wiele bardziej, niż na Dark Light. Strasznie jękliwy… Cóż. Ville nigdy nie będzie Mansonem ani Cavem. Nie będzie prowokował, gorszył, do myślenia też nie zmusi, bo teksty ambitne nie są. Ale jak na pop metal jest nieźle. Zwłaszcza, że muzycy dysponują specyficznym poczuciem humoru, co objawia się po włożeniu płyty do odtwarzacza. Otóż pokazuje on, że na płycie jest… 66 piosenek a jej objętość jest równa 666 mb ;)

f!eld

%d blogerów lubi to: