Przeskocz nawigację


  1. Empyrean Dawn
  2. Chldren of Time
  3. Strength
  4. Wind Off the Lake
  5. Factory of Magnificent Souls
  6. Skymaps
  7. No Fear in Love
  8. Wind, Water, Fire, pt.1: Wind
  9. Wind, Water, Fire, pt.2: Water
10. Wind, Water, Fire, pt.3: Fire
11. Fragment (Of a Fiery Sun)

Ocena: 10/10

Długo, bo 6 lat kazała sobie czekać Iona na nową płytę. Wieści o nadchodzącej premierze pojawiły się już dawno jednak proces nagrywania zajął więcej niż zespół oczekiwał – jednak było warto. „The Circling Hour” to szlif doskonały.

Od początku było wiadomo, że i tym razem będziemy mieli do czynienia z kawałem porządnej muzyki. Jednak nie spodziewałem się, że epickie i niezwykle wizualne muzyczne krajobrazy, jakie zaprezentowała grupa na specjalnym dysku wydanej w międzyczasie antologii, rozwiną się i tak wspaniale połączą z mocą rockowego brzmienia. Już pierwszy utwór „Empyrean Dawn” eksploduje szaleństwem perkusji, gitar, dud i harfy, nigdy jednak wcześniej nie przybrało to tak dostojnego tonu z udziałem organów kościelnych i chóru. Ekstaza na dzieńdobry nie jest nowym posunięciem w twórczości Iony, ale tym razem siła, a nawet radość, która emanuje z tej muzyki, zawiera w sobie jakąś wyjątkowo mistyczną nutę.

Wykorzystano tu idealnie zdobycze techniki, powiedziałbym że niepostrzeżenie, bo nie chodzi o elektroniczne bańki mydlane, ale o inżynierię dźwięku – dzięki niej to co znamy z dorobku zespołu ukazuje się w nowym świetle. Całość przypomina schemat atmosfery: na czele pas perkusji, potem zmienna sfera wokali Joanne Hogg, potem instrumentarium i gitary a wyżej juz tylko głębia nieba. Właśnie ta głębia najbardziej ujmuje mnie w pięknym „No Fear in Love”. Natomiast, najbardziej złożonym i dość nietypowym jak na Ionę utworem jest ponad 11-minutowy „Wind Off the Lake” pełen rozmaitych, bogatych pasaży: przez jasność nad wodami, szaleństwo dud i gitar na tle organów, po partie wokali przypominających folkrockowe dzieje Clannadu, na głosach katedr gdzieś w chmurach skończywszy. są to też dobre strony „Skymaps” choć tym razem w wydaniu nieco mniej rozległym i stonowanym, zapraszającym momenty ciszy. Nie mogę też nie wspomnieć o II częsci suity „Wind, Water and Fire”. „Water” to doznanie niezwykłe, wręcz mistyczne – krótka muzyczna ilustracja wizji stworzenia wód, początkowo delikatna i efemeryczna przemienia się w objawienie mocy, subtelnej ale potężnej. Później już tylko 7 minut ognia i epilog „Fragment (of a Fiery Sun)”, którego melodia również rozpoczynała album. Pozostałe kompozycje, „Children of Time”, „Strength” i lżejsze gitarowe „Factory of Magnificent Souls” są również doskonałe.

Nigdy wcześniej, album Iony nie dotarł do mnie w takiej pełni. Zaczyna mi się marzyć koncert…

Ver.

%d blogerów lubi to: