Przeskocz nawigację


1. Conqueror
2. Old Year
3. Transfigure
4. Weightless & Horizontal
5. Medicine
6. Brighteyes
7. Mother Earth
8. Stanlow

Ocena: 7/10

Nie trzeba nam było zbyt długo czekać na nowy album Jesu. Sugerując się ostatnią EPką nie trudno także odgadnąć jaki będzie ten, drugi już long-play grupy.

Na zeszłorocznej Epce, Broadrick odbiegł już znacznie od stylistyki znanej nam z pierwszego albumu, czy też EPki „Heart Ache” i konsekwentnie dąży w obranym już kierunku. Przykro to stwierdzić, ale chyba dopada go starość. Owszem, znajdziemy parę nowych brzmień elektronicznych, a gitary nadal są ciężkie i przytłaczające, ale już na „Silver” słyszeliśmy znaczne złagodzone brzmienie. Justin postanowił drążyć tą koncepcję (jedynie okładka przywodzi na myśl ich pierwszy long play – jednak zamiast okna(?) widnieją na niej kraty więzienne ). I oto na „Conquerorze” mamy 8 łagodnych, gitarowo-elektronicznych kompozycji wzbogaconych o wokale Broadricka. Znajdziemy tu parę wyniosłych momentów, parę świetnych riffów i odurzających elektronicznych podkładów, zaś perkusja spisuje się na medal i brzmi nad wyraz tajemniczo. Utwory są różnorodne, ale nie zabrakło tu typowej dla Jesu melancholii – ukrytej nawet w pozornie najbardziej radosnym utworze. Brakuje mi tu jednak kropki nad „i”. O ile „Silver” swym zadziwiająco optymistycznym brzmieniem stanowiła ciekawy eksperyment, to słuchając Conquerora powoli zaczynam tęsknić za opętanymi samplami ( We All Faulter, Friends Are Evil ) i „odhumanizowanym” wokalem (Man/Woman). Brakuje transu, monotonnych, wręcz drone’owych, przybijających fragmentów (całe Heart Ache). Niestety. Na pogardę zasługuje niekiedy wokal Broadricka – przede wszystkim to , że pokusił się on o przyśpiewki w stylu „OO, OO, AAŁ , OOŁ” – moim zdaniem są nie potrzebne i jedynie denerwują.

Pomimo tego wszystkiego co wyżej napisałem, Conqueror jest płytą dobrą i naprawdę – nie potrafię postawić jej oceny niższej niż 7. W każdym utworze czai się jak zwykle potężna dawka często kontrastowych emocji. No cóż – nie będę owijał w bawełnę – kolejny całkiem udany album na koncie J.K Broadricka, jednak wolę to stare, tajemnicze, fascynujące Jesu.

]v[ichał

%d blogerów lubi to: