Przeskocz nawigację


  1. Introit
  2. Dies Irae
  3. The Snow of Yesterday
  4. Rex Tremendae
  5. Confutatis
  6. From Deep in My Heart
  7. Lacrimosa
  8. Now as a Spirit
  9. Pie Jesu
10. Having Seen the Moon
11. Lux Aeterna
12. Farewell
13. In Paradisum
14. Agorawd, part I: Cân yr Alltud
15. Agorawd, part II: Nawr!
16. Llwyd (Grey)
17. Eleni Ganed
18. In These Stones Horizons Sing

Ocena: 8/10

Karl Jenkins, spiritus movens projektu Adiemus i były muzyk The Solf Machine ciągle z rosnącym powodzeniem zajmuje się muzyką klasyczną. „Requiem” to dokonanie niezwykłe, gdyż w całą klasyczną, sakralną treść mszy wplecione są elementy kultury japońskiej. Jest to naleciałość wpleciona bardzo subtelnie, innej niż muzyczna natury, gdyż muzyka wschodu różni się w wielu kwestiach od tradycji europejskich. Na „Requiem” łączy się to raczej z treścią: łacińskie wiekowe teksty są ilustrowane japońską poezją haiku o śmierci i przemijaniu wykonaną przez japoński chór. Owe utwory tchną niezwykłym czarem i delikatnością, jak np. „Farewell”, gdzie nad hipnotyczne basowe ‚Agnus Dei..’ wznosi się japoński tekst, w atmosferze tajemniczości i skupienia budowanej przez płynące cichutko skrzypce. Zadziwiająco jednak obie rzeczywistości splatają się w bazie muzycznej.

Maestro słynie też z dość śmiałych orkiestracji, i właśnie on zaserwował chyba najbardziej porywające wcielenie „Dies Irae” jakie słyszałem, wręcz transowe (przypominające mi końcówkę qntalowego „Ad Mortem Festinamus”) – w 100% klasycznym wydaniu. Wyczynów z orkiestrą jest więcej – choćby ciekawe, triumfalne „Rex Tremendae”. Album pełen nastrojów i klimatów, od poważnych (muszę wspomnieć piękne „Introit”), hymnicznych, przez niepokojące, po tajemnicze i bajkowe…

Ostatnie 5 utworów to autorska suita „In These Stones Horizons Sing”, zaśpiewana w większości po walijsku (ojczystym języku Jenkinsa) czerpiąca bez wątpienia z wątków narodowych. Niezłe jest liryczne „Cân yr Alltud (The Exile Song)” w wykonaniu chóru i sławnego tenora Bryna Terfela, jednak najbardziej zapisuje się w pamięci przepiękny podniosły hymn „Llwyd (Grey)” – na pewno jedno z najlepszych dokonań Jenkinsa w ogóle.

Można rzec że nazwisko autora to już znak muzyki wysokiej klasy. I jeżeli komuś przeszkadzały wcześniej piejące afrykańskie chórki w Adiemus, teraz ma okazję poznać osadzoną na europejskim kanonie nową egzotykę, z tajemniczym dalekowschodnim duchem (w wykonaniu walijskiego chóru i kazaskiej orkiestry).

Ver.

%d blogerów lubi to: