Przeskocz nawigację


  1. Unlike Me
  2. Travel in Time*
  3. I Don’t Know You
  4. Not Fair
  5. Nowhere Warm
  6. You Again
  7. Serpentine
  8. Kaleidoscope
  9. Sleepless
10. Se meg**
11. Suckerlove
12. Timeless* / Someday**
13. New Day
14. So:Lo*

* re-edycja międzynarodowa i amerykańska / ** edycja debiutancka i brytyjska

Ocena: 8/10

Czasami wydaje się, że pewne przestrzenie w świecie muzyki na zawsze pozostaną terra incognita, ale właśnie w najmniej oczekiwanych momentach pojawia się jakiś talent który rzuca światło na owe połacie. Kate Havnevik niedługo po tym jak objawiła się jako wokal i współkompozytor na albumie „The Understanding” norweskiego Röyksopp, wydaje solowy album. Za intrygującym tytułem „Melankton” kryje się nie mniej intrygująca muzyka.

Album inauguruje pierwszy singiel „Unlike Me”, i pierwszą rzeczą jaka uderza nas i zachwyca jest delikatny klimat, nieco cienisty, budowany elektroniką i smyczkami. Właśnie tu się przejawia geniusz tego albumu: podczas gdy inna sława tego gatunku – Imogen Heap – śmiało eksploatuje pokłady bardziej elektryzujących dźwięków, Havnevik plasuje się w pobliżu sadzawki brzmienia muzyki klasycznej do której wpływów śmiało się przyznaje. Tym samym cała magiczna osnowa utworów balansujących na granicy rożnych emocji, mniej lub bardziej (a zawsze z niebywałym wyczuciem) tworzy emblemat albumu wraz z dźwiękami harf, skrzypiec, wiolonczel, a nawet orkiestr dętych.

Są momenty reminiscencji żywotności The Corrs („So:Lo”, „Not Fair”), zaraz potem pod wpływem konszachtów z Guyem Sigsworthem zdajemy się mieć do czynienia z nowymi i wspaniałymi odkryciami, które wyprzedzają jego pomysły jakimi zabłysnął u Björk czy we Frou Frou (choćby „You Again”). Jednak na szczególną uwagę zasługuje powoli toczące się „Sleepless” – doskonała kompozycja, której masywny krok wkracza w mrok symfonicznej nocy, rozjaśnionej lekkim głosem Kate. Bogactwo wysokoprocentowego „Melanktonu” wybrzmiewa swym smakiem również w odsłonach bardziej elektronicznych i gorzkich – w „Suckerlove”, „Kaleidoscope”, w wieńczącym „New Day”. Zaś cieplejsze i słodsze nuty reprezentują między innymi piękne „Timeless”, „Nowhere Warm” i uroczysty hymn „Someday”.

Świeżość pomysłów, obezwładniające promieniowanie klasycznego tła i nowoczesny nierdzewny szkielet sprawiają, że debiut Kate Havnevik został okrzyknięty objawieniem epickim i z dawna wyczekiwanym. W dobie przygasających eksplozji muzyki rodem z osławionej Islandii, Norwegia przemawia własnym językiem, świadoma możliwości drzemiących w umiejętnym łączeniu konwencji sobie nieobcych, ale o dziwo nieczęsto wchodzących w syntezę. Synteza „Melanktonu” dokonała się wspaniale.

Ver.

%d blogerów lubi to: