Przeskocz nawigację


1. Alles Lüge
2. Alles Lüge (Sanguis-Mix)
3. Deiner eines Geistes (Dirus Mix)
4. Ruin

Ocena: 7/10

Nie lubię recenzować singli, ale tutaj inaczej się nie da. Alles Lüge pojawiło się jak do tej pory tylko na jednej płytce… No cóż, nie powiem – znów potwierdza się powtarzane przeze mnie ustawicznie stwierdzenie, że Lacrimosa lepsze rzeczy serwuje poza regularnymi albumami…

No to na początek tytułowy utwór: typowy styl „starej” (sprzed Elodii) Lacrimosy – są gitarki, są efekty dźwiękowe, ale nie nachalne i bardziej rockowe oblicze Tila, niż smętne. Alles Lüge świetnie się słucha, ma bardzo ładną melodię i refren, nawet ten pseudo-growl nie drażni… Szkoda tylko, że tak się to urywa… Mogłoby potrwać spokojnie z minutę – dwie dłużej, gdyby Szwajcar się wysilił. Jeżeli chodzi o następcę – Sanguis Mix, to warto byłoby powiedzieć, że jest to zdecydowanie bardziej gototekowa wersja. Też się fajnie słucha – i, co najważniejsze – nie ma wrażenia wtłaczania po raz drugi tego samego na siłę.

Dodatki – tzn. Diener eines Geistes i Ruin to zupełnie dwa inne oblicza zespołu. Diener ma tendencje w stronę dyskoteki – ale dość psychodelicznej. Jest ostro i Tilo nie ukrywa, że ma być inaczej. ostra perkusja, gitarki, psychodeliczne fazowanie wokalu – gratulacje za klimat paranoi ;) Co do Ruin – zdecydowanie nie przypadł mi ten kawałek do gustu. Niby jest smętnie, mrocznie, progresywnie (chociaż całą Lacrimosa to jeden wielki prog, jakby nie patrzeć), ale jakieś toto rozlazłe. O wiele bardziej wolę – z tych klimatów – Vankinę…

Zatem siódemka. Gdyby kompania wydała epkę, a nie singiel i na identycznym przynajmniej poziomie, to byłoby i 9. Ale w warunkach polskich wydawać na dwudziestopięciominutowy krążek 30 zł albo i więcej, to lekka przesada. Jakby jednak pojawiła się okazja, że ktoś nam to sprawi, albo będzie taniej, niż te trzy dyszki – to brać i się nie zastanawiać. Dla miłośnika niemieckiej muzyki pozycja może nie obowiązkowa, ale będzie czym się pochwalić na półce ;)

f!eld

%d blogerów lubi to: