Przeskocz nawigację


1. Tränen der Sehnsucht
2. Reissende Blicke
3. Einsamkeit
4. Diener eines Geistes
5. Loblied auf die Zweisamkeit
6. Bresso

Ocena: 9/10

To jest chyba oczywiste, że Lacrimosa powinna dostać u nas dość wysoką notę, w końcu serwis jest dotowany przez samego Tilo W. ;)

Dobra, bez sarkazmu. Nawet wczesne albumy – jeszcze solowe – potrafią wzbudzić w słuchaczu ciepłe uczucia, głównie za sprawą specyficznego klimatu rodem ze starego kabaretu. Jest to jednak kabaret wypaczony, raczej w klimatach filmu o tym tytule, niż z tego z okresu krakowskiej bohemy.

Inwencji Tilo miał dosyć na ten album – zaczyna się przepięknymi dźwiękami fortepianu, potem delikatniej wkraczają inne instrumenty. Dopiero w drugiej części robi się jakby bardziej optymistycznie, lecz też bez zbytniej przesady. Kolejny utwór – Reissende Blicke – również zadziwia pomysłami. Jest niepokojąco, perkusja rytmicznie, leniwie wystukuje bardzo powoli rytm, całości nadają atmosfery specyficznego koszmaru pojawiające się gdzieniegdzie krzyki Tila i spokojny fortepian.

A potem moja perełka – tytułowy utwór, brzmiący, niczym melodia kataryniarza – melancholiczny jednak i pełen niespiesznych przekształceń. Tilo też tutaj jest wyciszony, skupiony na tym, co śpiewa.

Dopiero Diener eines Geistes przynosi odmianę, załamując jednak przy tym całość koronkowej roboty. Niezbyt mi tutaj pasuje, tym bardziej, że kończące płytę Loblied i Bresso na nowo przywracają równowagę – Loblied poprzez swoje dzwonki i chóry w tle, Bresso dzięki delikatnym smyczkom.

Z perspektywy czasu Einsamkeit może się jawić jako materiał dość archaiczny, jednak jego prawdziwa siła nie leży w przebojowości, ale w klimacie. A ten miażdży wręcz. 9 bezapelacyjnie.

f!eld

%d blogerów lubi to: