Przeskocz nawigację


  1. Fassade 1te Satz
  2. Der Morgen danach
  3. Senses
  4. Warum so Tief?
  5. Fassade 2te Satz
  6. Liebesspiel
  7. Stumme Wörte
  8. Fassade 3te Satz

Ocena: 10/10

Po wydaniu Elodii scenariusz rozwoju Lacrimosy przedstawiał się na jeden z dwóch możliwych sposobów: albo będzie jeszcze lepiej, albo tragicznie. Co zatem z tego wyszło? Czytelnicy, którzy przyjrzeli się ocenie uznają, że to pierwsze. I jestem wręcz pewien, że mogło być tylko tak, znając ówczesną gorliwość i potencjał Tila.

Co zatem dostaliśmy? Po pierwsze – album o wiele cięższy, o bardziej ponurej tematyce. To już nie historia miłości i poszukiwania, to opus magnum o upadku ludzkości. W trzech aktach. Tak można by określić motyw przewodni albumu i to jest też istotą tytułowych utworów. Fassade to kawał dobrej roboty. Muzyka jest jeszcze bardziej rozbudowana, pełna coraz to nowszych pomysłów (jazzujące rytmy w Warum so Tief?; grungowe pomysły w Liebesspiel, czy przytłaczające swoim bogactwem dźwięku Senses), których spełnienie następuje w ostatnim, kulminacyjnym, utworze. I trzeba przyznać, że jest to dzieło zrobione z wielkim rozmachem, przebijające tak cenione przeze mnie Sanctus z Elodii. Tilo tutaj umiejętnie wplótł chór, elementy klasyczne i wyjątkowo ciężkie brzmienie.

Poza tym mamy rewelacyjne Der Morgen Danach, zalatujące trochę piosenkami w stylu Marleny Dietrich (stara, dobra szkoła z lat 20tych ubiegłego wieku) – choć żałuję, że na albumie znalazło się zwykłe, a nie Metus Version zaserwowane na singlu, gdzie bardziej wyeksponowane były instrumenty smyczkowe… Mamy też dość osobliwe Senses – może właśnie dlatego, że śpiewane przez Anne – niezbyt wpasowujące się może w klimat płyty, ale będące samo w sobie wspaniałą kompozycją i przewyższające je Warum so Tief? z wyjątkowo dramatycznym wokalem Tilo (naprawdę się postarał na tej płycie…). Poza tym mamy sakralne Fassade 2te Satz (utwór, który się doceni chyba – niestety – dopiero po parokrotnym przesłuchaniu) i Stumme Worte – wyjątkową balladę, w której muzyka… Ach… poezja…

No i copycatowate Liebesspiel. Trochę to nie pasuje klimatem do pogrzebowego Fassade, ale i tak jest nieźle. Mamy ostre riffy i wspaniały dialog perkusji z obojem. Zasadniczo zresztą Fassade to płyta na obój. I dopiero po przesłuchaniu tego albumu zacząłem doceniać ten instrument. Zresztą – posłuchajcie solówki na Liebesspiel. Aż dziwię się, że do tak niegrzecznego utworu nie zrobiono teledysku. Pasowałbym do wcześniejszego stylu Lacrimosy, he he…

No cóż. 10, bezapelacyjnie. Płyta jest rewelacyjna – od okładki, aż po muzykę. Moim zdaniem nawet lepsza, niż przereklamowana Elodia, bo bardziej ułożona i spójna.

f!eld

%d blogerów lubi to: