Przeskocz nawigację


CD 1
1.
Lacrimosa Theme
2. Ich bin der brennende Komet
3. Vermächtnis der Sonne
4. Deine Nähe
5. Tränen der Sehnsucht
6. Siehst du mich im Licht?
7. Not Every Pain Hurts
8. Schakal
9. Seele In Not

CD 2
10. Kabinett der Sinne
11. Make It End
12. Satura
13. Stolzes Herz
14. Versiegett Glamzumstromt
15. Versuchung
16. Darkness
17. Copycat
18. Alles Lüge

Ocena: 7/10

Są zespoły, które umieją zrobić użytek z albumów koncertowych – jak Deine Lakaien – są i takie, które nie potrafią – jak Nightwish. Są i takie, które nie pokazują, jakie są ich umiejętności w tym zakresie, choć na koncertach wypadają rewelacyjnie (Coma).

Są i takie, które na koncertach prezentują po prostu dobry poziom. Do takich należy zdecydowanie Lacrimosa. Najpierw, jak zwykle w wypadku tego zespołu, zaczniemy od okładki. Zachęcam do obejrzenia ryciny, która zdobiła Stille. Już wiecie, dlaczego rysunki na okładkach albumów tak mnie zachwycają? Mnóstwo smaczków, a tutaj – jeden wyraźny. Ta pusta scena, na której stał Arlekin, teraz się zapełnia, a perspektywa zmienia się o 180 stopni. I bardzo dobrze, tak trzymać, jeśli chodzi o okładki.

Co do zawartości zaś – otrzymujemy dwa krążki z zapisami wersji koncertowych utworów, swoisty – można by powiedzieć – best-off. Co prawda długości tych utworów miejscami zaskakują. Część została strasznie poskracana – najlepszym dowodem jest Schakal, ścięty do wersji singlowej (chyba), przy zachowującym swoją długość Stolzes Herz. Tak, czy inaczej, dwie płytki zostały wypełnione porządną muzyką, w tym jednym premierowym kawałkiem (Darkness).

Z minusów należałoby jednak powiedzieć, że i aranżacje czasem kuleją. Na Ich bin der brennende Komet po prostu odchodzą fałsze (wycie Nurmi jest przerażające!), Deine Naehe wychodzi cienko, a Siehst Du mich im Licht po prostu koszmarnie. Na drugie płycie też mamy wpadki – dziwne Make It End, skrócona Satura (za co powinni skrócić Tila o głowę), czy Alles Luege, które poznajemy w trzeciej możliwej (obok albumowej i klubowej, dostępnych na płytce pod tym samym tytułem) wersji, czyli tym razem – punkowej (posłuchajcie już końcówki, to zrozumiecie, o co mi chodzi).

Siódemka jednak należy się za kilka plusów – wyraźnie odcinający się nadzwyczaj wysokim poziomem Copycat, który na koncertach nabiera kopa i drapieżności, świetne Kabinett der Sinne (można wybaczyć to ścięcie), niezłe Schakal i, last, but not least, przepiękne Sonne. Również Darkness robi pozytywne wrażenie – szkoda tylko, że po wypuszczeniu Lichtgestalt można pomyśleć, że Tilo kopiuje siebie (korelacja z The Party Is Over jest oczywista).

Owszem, można by mieć pretensje, że Live zostało wydane przed Elodią (brak klasycznego już hitu, jakim jest Halt mich). Można psioczyć, że pocięto kawałki, jednak nie czuć tego wyraźnie w trakcie słuchania, a dodatkowo na koncertach człowiek już w ogóle nie myśli o takich – mimo wszystko – minorycznych problemach. Zatem siódemka, bo album raczej dla fanów. Album, dodajmy, bardzo dobry, ale nie powalający na kolana. Cóż, może kiedyś… (ale z The Live History wygrywa bezapelacyjnie).

f!eld

%d blogerów lubi to: