Przeskocz nawigację


  1. Es zieht dich davon
  2. 5 Jahre
  3. Fear
  4. Stumme Schreie
  5. Fallen Angel
  6. Gezeiten
  7. Rain
  8. Masquerade
  9. Kingdom
10. Calling
11. Ohne dich
12. Without You (bonus)
13. Believe in Me (bonus)

Ocena: 9/10

No i kolejna grupa się rozpadła. Chyba? Przypadkiem tak mi się rzuciło w oczy, kiedy szukałem jakichś informacji na temat Gezeiten. Może…

No, ale nie o rozpadzie L’Âme Immortelle miała być mowa, tylko o jednym z ich najważniejszych albumów – czyli Gezeiten. A jest o czym pisać, bo w świecie nawet ogólnie zgranego gotyku jest to rzecz niebywała. Grupa umiejętnie łączy bowiem psychodeliczne akcenty (jak choćby otwierające, czysto elektroniczne Es zieht dich davon) z bardziej przystępnymi, by nie powiedzieć, broń Boże, dyskotekowymi, rytmami – i tutaj następca Es zieht, czyli jeden z najgłośniejszych utworów – 5 Jahre. Zaczyna się melorecytacją Sonji, by eksplodować w ostry, rockowy kawałek w refrenie. Zresztą, nie jedyny to ważny utwór na tym albumie – tak pozostałe dwa single – ballada Fallen Angel i już kompletnie parkietowe Stumme Schreie pokazują, jak wszechstronni są Austriacy – i jak potrafią się przypodobać słuchaczom. Tak, tutaj można mieć pretensje – refreny są miejscami kiczowate (zgrany do imentu kontrast mężczyzna z ostrym wokalem i kobieta… tylko, że ta tutaj nie bardzo wzdycha), miejscami można im zarzucić bazowanie na ogranych schematach (ile razy można słuchać bardzo spokojnych zwrotek i wybuchów wściekłości w refrenie, jak w Calling?), ale są to zarzuty niejako na siłę.

Ważne jest co innego – praktycznie każdy utwór jest inny, a wszystkie prezentują równy poziom – tak elektroniczne, przypominające słynne Wamdue Project Kingdom, piekielne Masquerade z elektronizowanym głosem, czy też tytułowe Gezeiten z delikatnymi smyczkami, przywodzące na myśl już new age.

Gezeiten jest naprawdę wartościowym koktajlem – może dosyć ciężkostrawnym, bo tak agresywnej elektroniki w połączeniu z dość koszmarnym do śpiewania językiem, jakim jest niemiecki, nie serwuje nawet duet Horn i Veljanov – ale za to wynagradzającym cierpliwemu słuchaczowi spędzoną godzinę. Płyta wróci do odtwarzacza.

f!eld

%d blogerów lubi to: