Przeskocz nawigację


  1. Katharsis
  2. Wasteland
  3. Two
  4. Waiting In Line for the Grand Massacre
  5. Open Skies
  6. Something Inside
  7. Made Of Nothing
  8. Ruhr
  9. RVLTN STLKR
10. The Brutal Death of Fletch A.

Ocena: 7/10

Emo . Pewnie wiele osób z tych , które czytają ten tekst odruchowo skierowało właśnie kursor w stronę krzyżyka w prawym górnym rogu ekranu. Niektórzy za to prawdopodobnie poprawili swoją pozycję na krześle i przybliżyli nieco oczy ku monitorowi. Powiem tak: Chill out – ten zespół to wbrew pozorom nie to emo, jakie znamy na co dzień z TV, czy z burzliwych dyskusji na forach internetowych. Panowie z Lolita Stasi nie są wysokimi, chudymi małolatami w okularach z grubą ramką, różowymi koszulami ,ciasnymi jeansami i z włosami na żel, którzy dostali właśnie na urodziny gitarę i chcą ją wypróbować. Jeżeli już próbujemy ich szufladkować, to wiele opinii głosi, że grają oni screamo, czyli taką brutalniejszą odmianę emo. Sami zaś określają się jako „Atmospherically dark hardcore” i w sumie muszę przyznać im trochę racji.

Jak dowiedziałem się, że Lolita Stasi ma coś wspólnego z emo to moją twarz wykrzywił lekki grymas, ale odważnie odtworzyłem płytę. Muszę powiedzieć, że w gruncie rzeczy „Ruhr” jest albumem dobrym. Mamy parę miażdżących riffów, fajnych melodii. Wokal nie zanudza, a wokalista dysponuje ciekawą barwą i płynnie przechodzi z lżejszych partii (niekiedy zaśpiewanych z taką jakby obawą w głosie) w ryk, a nawet w typowy growling. Czasem wchodzi czyściutki niczym łza śpiew ( przede wszystkim w utworze tytułowym ), który jednak nie brzmi niczym typowy emo – jest pomysłowy i zaśpiewany z takim rozmarzeniem, nutką nadziei. Mnie się podoba. Zwłaszcza, że zaraz potem zespół korzystając z tego, że na chwilę odwrócił naszą uwagę sprzedaje nam konkretnego kopa z partyzanta . Technicznie nie ma się do czego przyczepić, klimat jest w porządku – taki trochę dekadencki, podoba mi się to. Jednak jak to często bywa na płycie są utwory lepsze i gorsze. Do czego mogę się przyczepić to przede wszystkim utwór „Wasteland”. Nie wiem co muzycy chcieli przez niego pokazać. W momencie gdy zaczyna się rozpędzać, nagle się kończy. Żenada. Można poczuć zawód i lekkie zniesmaczenie… jakby nie patrzeć, kolejny dobry riff zmarnowany. Średnio brzmi także utwór „Two”. Niby skoczny, niby przebojowy, ale przekombinowany wokalnie i nie pasuje zupełnie do klimatu. Taki trochę na siłę. Ostatecznie wypada słabo na tle płyty.

Reasumując – „Ruhr” to udany debiut, godny polecenia, aczkolwiek podejrzewam, że nie jest to płyta, która stanie się kultową. Mimo to z pewnością znajdzie swoich zwolenników, zwłaszcza wśród wielbicieli hardcore’u i dość ciężkiej, dusznej atmosfery. Ocena dobra z małym plusem na zachętę.

]v[ichał

%d blogerów lubi to: