Przeskocz nawigację


  1. Atho
  2. The Windrow
  3. Which of These Worlds?
  4. Spin
  5. Birch Wandering
  6. Escalder’s Tree Ride
  7. Canterville
  8. The Green Pentacle
  9. Ceracini
10. Poppet Plum
11. The Witch in the Wood
12. Kunmanngur

Ocena: 7/10

Na szczęście (neo)folkowa puszcza to nie jest jeszcze miejsce, w której twórcy zorientowawszy się w żyzności gleby, wysypali się jak grzyby po deszczu. Jeśli nawet, są już w tym lesie wysokie śpiewające drzewa, którym żadne grzyby marketingu nie zaszkodzą. Louisa John-Krol nie wchodzi w symbiozę z modą, choć niegdyś sama określiła swoją muzykę jako „romantyczny pop elfów”. Tym razem Australijka wykonała ruch dość nieoczekiwany – „Apple Pentacle” to owoc skromny i głównie akustyczny…

Louisa – jedna ze współczesnych poganek, opiera swą twórczość na treściach rozmaitych legend, baśni i wierzeń. Mamy muzykę cichą, snującą się powoli, rozpływającą w echach opowieści nie z tego świata. Oswojeni z tym odrealnionym światem nagle zaczynamy słyszeć rżnące smyczki, muzyka nabiera tempa, folkowego rytmu („Which of These Worlds?”) i znów wyciszenie wypełnione brzmieniem instrumentów których nawet nie umiemy nazwać. Zaś kiedy zaczyna się „Escalder’s Tree Ride” uświadamiamy sobie, że wcale nie trzeba trzaskać batem na orkiestrą góralską by stworzyć porywającą pieśń.

Cudowne są też pewne zaskakujące konwencje, choćby „Canterville” gdzie napięcie i tajemniczość rodzą się z cichutkiej, transującej mandoliny i szeptów – jak to mówią, kropla drąży skałę. Podobna, lecz już zupełnie mglista jest niezwykle wrażeniowa pieśń echa „Ceracini”. Zakonczenie to powolny powrót ze świata kropli wody, coraz żywsze „The Witch in the Wood” i magiczne „Kunmanngur”, kroczące ku finałowi przy akompaniamencie zgrzytającego rytmu przypominającego starożytny celtycki carnyx.

To już piąty album Louisy John-Krol, a jednak za każdym razem potrafi ona sięgnąć w nowe rejony zarazem nie tracąc nic ze swojej oryginalności. Jak zwykle w takich przypadkach są tacy co będą się skrzywić, że ciągle to samo, a tym czasem muzyczne constans nie musi oznaczać mielenia w kółko tego samego. Bogactwo odniesień sprawia, że takie albumy są jak bajka, w której jest ciągle wiele nieznanych miejsc do których można zbłądzić.

Ver.

%d blogerów lubi to: