Przeskocz nawigację


  1. To Magic Horizons
  2. Black Dragon
  3. Legend of Steel
  4. Lord of the Winter Snow
  5. Princess Aurora
  6. The Ancient Forest of Elves
  7. Throne of Ice
  8. Where Heroes Lie
  9. Warrior’s Pride
10. Kings of the Nordic Twilight
11. Rannveing Sif Sigurdardottir

Ocena: 5/10

Od kiedy Rhapsody zmieniło nazwę na Rhapsody of Fire, nic już nie będzie takie samo.

No, może poza ich muzyką. Ciekawostka jest tylko taka, że obok dostatecznie już chyba patetycznego w swej epickiej fantazyjności pojawił się oddzielny projekt pana Luki Turillego… I – ku mojemu niebotycznemu zdziwieniu – uchachałem się bardziej, jak w wypadku regularnych albumów Włochów.

Zacznijmy od muzyki – jest odpowiednio fantasy. No, dodajmy, tak fantasy, że wszystkie niewiasty siadają, a ludzie zaczynają wierzyć w smoki i całą resztę hałastry. Są zatem flety, skrzypeczki, dzwoneczki (aaarghh….) i… ghitarrry! Dobra, dosyć złośliwości, ale naprawdę można oszaleć. Oszaleć, bo jest tego kiczu niemiłosiernie dużo, jest dumny narrator, jest wrzaskliwy kastrat… przepraszam, natchniony wokalista, znajdzie się nawet niewiasta.

Co do kastrata – olać, nie jest źle. Typowe powermetalowe krzyki. Gorzej z wokalistką, która ma dziwnie androgyniczny głos i w Princess Aurora naprawdę może wywołać szok u słuchacza. Instrumentalne wstawki radzą sobie w inny sposób – brzmią jak nazbyt dobrze odrobiona lekcja z filmu o Harrym Potterze. Co jeszcze?

Ano muzyka… cóż… pseudofolkowe, a raczej (przepraszam, jeśli kogoś urażę) wieśniaczące wstawki, jak choćby te w najbardziej reprezentatywnym chyba dla albumu Ancient Forest… O tekstach nawet nie wspomnę, bo choć faktycznie i tutaj jest na maksa epicko-poetycko, to jednak i tak nic nie przebiło mojego ulubionego tytułu: „Gargoyles – Angels of Darkness”. Co zatem z tym fantem zrobić?

Najlepiej nic. Po prostu kolejna porcja lekko tandetnego powermetalu, który, mimo to, posiada swój urok. Cóż, zabrał się za niego w końcu mistrz kiczu, a zatem można i chyba wybaczyć koszmarnie cukierkowe pomysły. 5 jednak, bo płyta sztampą trąci, do muzyki nic nowego nie wnosi i zabawy też dobrej – mimo szyderczego śmiechu – nie zagwarantuje.

f!eld

%d blogerów lubi to: