Przeskocz nawigację


  1. Samarkand
  2. Oblivion
  3. Meditation from Thaïs
  4. Portrait
  5. To Love You More
  6. Reflexio
  7. Aurora
  8. Lady Grinning Soul
  9. Ravel String Quartet in F Major: Assez vif / Tres rythme
10. She Is Like the Swallow (feat. Leigh Nash)
11. My Funny Valentine
12. Nocturne / Bohemian Rhapsody (Bonus Track)

Ocena: 9/10

„Music from a Farther Room” to album wspaniały. Można by sobie darować porównania do Vanessy-Mae, ale jeśli już obie panie dzierżą skrzypce to nie zaszkodzi wytyczyć podstawową różnicę: o ile Vanessa-Mae dopiero na ostatnich albumach zaczęła porzucać gwiazdorstwo na rzecz sztuki to Lucia Micarelli wystartowała swym debiutem ze sztuką pod rękę. Różnica znacząca, którą można usłyszeć.

Producentem albumu jest Paul Schwartz (może właśnie dlatego cudownym zrządzeniem trafiłem na panią Micarelli) – jednak jeśli kiedykolwiek miałem zastrzeżenia o przeładowanie orkiestrowego kalibru, to tym razem rozgrzeszam, gdyż klasyczna aura sublimuje tutaj z niezwykłym wyczuciem. Nawet jeśli kawałki skrzą się elektronicznym złotym pyłem – są świetne (np. „Samarkand”, czy śliczne „Portrait”).

Talent tutaj zdaje się przejawiać nie tyle w jakiejś zawrotnej wirtuozerii, którą błyska na każdym kroku panna Mae, a niezwykłej więzi z instrumentem, rodzaju słyszalnej symbiozy. Z tego albumu wyłania się raczej brzmienie surowe, bardzo klasyczne, ale ujmujące wraz z finezją aranżacji. I nawet rozbieżność materiału od operowego, przez utwory tradycyjne po jazzowe i autorskie kompozycje Schwartza nie jest w stanie zburzyć niezwykłej atmosfery. Dla takich utworów jak cudowne porywające „To Love You More”, mrocznie dostojne „Reflexio” (cudo!), czy skrzypcowej wersji „Lady Grinning Soul” Davida Bowiego warto zafundować sobie zamorską podroż do nowojorskiego barnes & nobles, by potem z szybkością atlantyckiego wiatru wrócić na chmurne wybrzeża Irlandii w „She Is Like the Swallow” z gościnnym udziałem Leigh Nash.

Nie ma tu żadnego natręctwa, muzyka dobiega z dalekiego pokoju, można podejść bliżej w jasne salony lub rozkoszować echami na werandzie… i czy to Ravel, Sibelius czy The Queen – jest świetnie.

Ver.

%d blogerów lubi to: