Przeskocz nawigację


  1. Santa Maria Loei
  2. Pies
  3. Opowieść o statku
  4. Improwizacja na temat Cantigi 123
  5. Teresa
  6. Modlitwa
  7. Trubadur
  8. Adam
  9. Improwizacja na temat Cantigi 129
10. Madre de Deus

Ocena: 8/10

Kto to jest: nie umie śpiewać, szokuje swoimi pomysłami i przeżył więcej, niż bohaterki niejednej telenoweli brazylijskiej?

Nie, nie Mandaryna.

Wyjątkowo będziemy mówić o Maleńczuku. Maciejem M. nie zainteresowałbym się pewnie w ogóle, gdyby nie moja fascynacja muzyką dawną i wieść, że naczelny prowokator polskiej sceny rockowej zmajstrował płytę żywcem wyjętą z tamtych czasów. Żeby było jasne – płycie tej bliżej do zbereźnego Dekameronu, niż do Godzinek Księcia de Berry.

Nieźle się ubawiłem, przyznam. Facet nawet nie próbuje udawać kogoś innego, wdziewa ciuchy truwera, a i tak brzmi niczym stary satyr. I, co najważniejsze, idzie mu to in plus. Rzecz w tym, że Maleńczuk tak nam serwuje danie, że nie wiadomo, czy to nawrócenie i faktycznie po prostu chce przekazać, czy to tylko pretekst do kolejnej artystycznej prowokacji. Tym bardziej, że teledysk do Santa Maria Loei wcale nie rozwiązuje tego dylematu. Nie tylko wizualnie, ale i muzycznie ta piosenka wywołuje zmieszanie, bo obok średniej jakości głosu Maleńczuka dostajemy piejącą sopranistką. I nie wiadomo do czego tu artysta pije. Mniejsza z tym, bo forma jest tutaj naprawdę warstwą pomniejszą. Najważniejsze, jak to i w średniowieczu, są teksty, a tutaj muzyk idzie na całość. Najlepszym przykładem jest tutaj Teresa, przy której nieźle się urechotałem (próbka tekstu: „Módlcie się, kobity, chodźcie na roraty, bo kto w Boga wierzy, ten nie zazna straty”, i tak dalej… Hmm… w ogóle ta cantiga to niezły paszkwil na dewocję, ale weźmy pod uwagę, że teksty podobno są średniowieczne. Nie wiem, nie wnikam, najważniejsze, że otrzymujemy naprawdę kawał dobrej muzyki z piekielnie ciętymi tekstami.

Dam dla świętego spokoju 8. -1, bo krótkie toto, minus kolejne 1, bo wciąż ma się dylemat, czy to poza, czy coś więcej. No i są po prostu kawałki, które gdzieś tam uciekają w tle, ale jest dobrze. Polak potrafi (nie tylko się nabijać).

f!eld

%d blogerów lubi to: