Przeskocz nawigację

‚LIGHT’:

  1. Angelique
  2. Blackbird
  3. The Gate
  4. First Steps
  5. Closer
  6. Our Father
  7. Rocky
  8. Sunset

‚SHADE’:

  1. Quicksilver
  2. Resolution
  3. Slipstream
  4. Surfing
  5. Tears of an Angel
  6. Romance
  7. Ringscape
  8. Nightshade

Ocena: 5/10

Nie dogodził Londyn, nie dogodziła Ibiza, Mike Oldfield nie może sobie znaleść miejsca, zmęczony życiem twórczym ima się co raz to nowych cudów, to eksperymentów z vocaloidem, to gier komputerowych, to znów zapodaje album z zestawem do amatorskiego miksowania. Męczy się również odbiorca.

„Light + Shade”, to zestaw próbujący być konceptualnym, to ograniczenie próbujące być postępowe. Ot, album z cyklu „emerytalnych”, czyli „zagrajmy coś dla cioci, coś dla lubej, a może i wydamy, spodoba się i tak”. No niestety, luźny charakter i swobda nie wychodzą na dobre. Nie wiem na ile owoce pracy wymiernie oddają włożony wkład, ale nie można oprzeć się wrażeniu, że to album wydany jeśli nie od niechcenia to z przyzwyczajenia. Nieco postępowa zdaje się być bardziej część druga czyli „Shade”. Np. utwór „Resolution” swym leniwym nastrojem, syntetycznymi elementami i wokaloidalnymi zaśpiewami cienia wypada całkiem nieźle. Mniemam, że nie pomylę się wiele gdy powiążę podobieństwa miedzy owym a ostatnią skomputeryzowaną egzotyką Deep Forest. Przemawiająca w różnych dialektach gitara też służy płytce (w pamięci pozostały mi „Tears of an Angel” oraz „Ringscape”). Mimo to, Mike wprowadza owe innowacje zbyt ostrożnie, jakby bał się, że nie zostanie rozpoznany z radiowych głośników.

Idąc od końca docieramy do „Light”. Z której w pamięci pozostał na dobrą sprawę jedynie początek i końcówka. Część centralna ociera się momentami o easy listening, i obraca się w tych samych orbitach co kawałki z dokonań wczesniejszych. „Angelique” stanowić może jeszcze swoistą wizytówkę, a „Sunset” to naprawdę ładna melodia, która ożywia atmosferę przypominajac że pora zaraz zmienić płytę. Tęskny ton idzie zatem na plus. Spora część tych dwóch krążków jednak umyka.

Oldfield profesjonalizmem wykonania z pewnością będzie gromadził sobie nowych fanów, jednak i Ci, przekonany jestem, szybko porzucą nowsze albumy na rzecz ikon czasów świetności, nawet jeśli od tych pierwszych ich znajomość z muzyką Oldfielda się zaczęła. „Light + Shade” będzie więc dawał o sobie znać jedynie, gdy na dobre zapomnimy co ten album miał nam do zaprezentowania, i natkniemy się na niego przypadkiem na płytowej półce.

Ver.

%d blogerów lubi to: