Przeskocz nawigację


  1. Follow the Word
  2. Where I Stand
  3. Hard to Break the Seal
  4. To the Water
  5. Whisper to the Wild Water
  6. Peacemaker
  7. Ageless Messengers
  8. I Láthair Dé
  9. Life
10. Rinne Tú
11. Mary of the Gaels
12. Sign from the Hill
13. Bí Thusa Mo Shúile

Ocena: 9/10

Máire Brennan – głos Clannad, starsza siostra Enyi. Wspaniały wokal, kompozytorka i człowiek, a „Whispers to the Wild Water” to jeden z najdoskonalszych przykładów muzycznego talentu, jaki niewątpliwie, cała rodzina Brennanów ma we krwi. Nie mogło się stać inaczej, brzmienie Clannad nie mogło zamilknąć: gdy zespół zawiesił działalność twórczą – Máire (obecnie Moya) przemówiła solo, z nie gorszym rezultatem.

Jest to album piękny, uznany za najlepsze dokonanie autorskie artystki. Otwiera go obraz korespondujący idealnie z tym co widzimy na okładce – „Follow the Word” to pejzaż mgieł, morskiego powiewu i deszczu, w który wpleciono iście modlitewny tekst, skoczne skrzypki i gitary. Już na starcie pojawiają się piękne wokalne harmonie, które będą towarzyszyć nam do końca, jak też ten chłodny irlandzki krajobraz malowany harfami, skrzypkami jak też iskrami bardziej rockowego brzmienia rodem z Clannad.

Momentów mamy tu kilka, do ulubionych zaliczę np. porywające „Whisper to the Wild Water” (które być może ktoś pamięta z wizyty Máire w Sopocie w 1999). „Peacemaker” to śpiewana modlitwa Św.Franciszka, przeplatana gaelickimi recytacjami kilkuletniego chłopca, którym jest nikt inny tylko Paul – syn Máire. Duchowy charakter, choć w innym wydaniu, zachowuje chóralne „I Láthair Dé” – doskonały przykład na to, że muzyka kościelna to nie tylko Gorzkie Żale i babcine zaśpiewy. Nie można się oprzeć jasnemu dźwiękowi elektrycznych gitar i pogodnej atmosferze dostojnego „Life” – jest to o tyle cenny i zapadający w pamięć fragment o ile nie często słoneczna epifania zdarza się na chmurnym niebie Szmaragdowej Wyspy. A gdy dzień przygasa, rozbrzmiewa wśród tańczących ogni, celtycka instrumentalna melodia „Mary of the Gaels”. Natomiast na koniec, niemal a capella – krótka coda „Bí Thusa Mo Shúile”.

Obecnie nie wyobrażam sobie innego rozkoszowania się „Whisper to the Wild Water” jak tylko od początku do końca. Nie ma tu miejsca na analizowanie, nie ma potrzeby skakania po utworach. Jeśli jeszcze ktoś nie słyszał – niech się przekona osobiście jak brzmi szept do dzikiej wody. Coś pięknego.

Ver.

%d blogerów lubi to: