Przeskocz nawigację


Wersja CD:
1
Sleeping Sun
(2005 full version)

2
Sleeping Sun
(2005 Radio Edit)
3 Sleeping
Sun
(Original version)


Wersja DVD:
1
Sleeping Sun
(2005 version)
2
Sleeping Sun

(Original version)
3
Sleeping Sun
(Live, Summer Breeze)

Ocena: 2/10

Zabiję. Oczywiście, wokalistkę zespołu, chociaż powinienem całego Nightwisha za ten singiel wytłuc. Jeżeli ktoś się zastanawia, jak można zremasterować utwór tak, żeby go doszczętnie spieprzyć, to Sleeping Sun 2005 będzie wzorcowym przykładem. Aż serce ściska, jak się słucha nowej wersji.

Zanim jednak dojdzie do objeżdżania, najpierw powiem co nieco o genezie singla. Otóż podobno muzycy na fali nagłej popularności zostali zmuszeni (chcieli?) do wydania kolejnego singla. Chcieli przy okazji „odświeżyć” jeden ze starych kawałków i napatoczyła się wokalistka mówiąca, że pierwotna wersja Sleeping Sun nigdy jej się nie podobała (sposób, w jaki zaśpiewała podobno był karygodny. Tutaj jednak słów brakuje dla określenia poziomu nowej wersji) i chce jeszcze raz ją nagrać. No i przy okazji postanowiono nakręcić nowy teledysk.

Efekt? Tarja śpiewa płasko, jak pierwsza lepsza wokalistka popowa, która się nie poduczyła angielskiego (jej akcent jest tym wyraźniejszy, im mniej operowo śpiewa…). W warstwie muzycznej w praktyce nie zmieniono nic (a jeśli juz nawet, to są to nieznaczne, kosmetyczne retusze), jednak najbardziej pokutuje komiczny teledysk (muzycy zabijają się na polu średniowiecznej bitwy, natomiast Tarja gania tam niczym Walkiria. Nie wiadomo, po jaką cholerę). Największe cięgi zebrały się mimo wszystko – i słusznie zresztą – Tarji za głos. O ile jeszcze refren (zwłaszcza ostatni) jakoś ujdzie, o tyle zwrotki wywołują na przemian śmiech, osłupienie i szloch z rozpaczy.

Wniosek? Bogu dzięki, Nightwish już nie będzie miał wielkiej szansy skopać kolejnego utworu (w każdym razie nie przyczyni się do tego zmanierowanie wokalistki), bo Tarja została wywalona zaraz po wydaniu Sleeping Sun 2005. Niesmak jednak pozostał, bo zespół postanowił spieniężyć jedną ze swoich największych świętości – czyli cudowną balladę. Krążek nie dostaje 1 tylko i wyłącznie za zamieszczenie – ku przypomnieniu i przestrodze – oryginalnej wersji Sleeping Sun. Ja radzę jednak kupić ponownie wydane Oceanborn, a jak ktoś już koniecznie chciałby mieć i ten koszmar, to jest Highest Hopes. Zestaw może pod publikę i na dyskotekę, jednak lepiej jest wydać te 50 zł za płytę z kilkunastoma „dobrymi” utworami, niż dać 20 zł za odgrzewany kotlet. Z jeszcze, w dodatku, kiepską okładką.

Bivher!

f!eld

%d blogerów lubi to: