Przeskocz nawigację

  1. Wish I Could
  2. Sinkin’ Soon
  3. The Sun Doesn’t Like You
  4. Until the End
  5. Not My Friend
  6. Thinking About You
  7. Broken
  8. My Dear Country
  9. Wake Me Up
10. Be My Somebody
11. Little Room
12. Rosie’s Lullaby
13. Not Too Late

Ocena: 8/10

Do wieści o nowym albumie Nory podszedłem z dystansem, po tym jak parę lat temu zostałem najpierw rozanielony singlem „Sunrise”, a następnie lekko rozczarowany tym co za prezentował album „Feels Like Home”. Tym razem wolałem się nie entuzjazmować, choć promujący „Thinking About You” wróżył pomyślnie. Ostrożność okazała się niepotrzebna.

Jeśli Norah Jones myśli, że jest urodzonym strategiem, chwała jej za to, że realizuje swój talent na polu muzyki i prowadzi armadę swej kariery wąskimi ścieżkami ku sukcesowi. Nie tyle komercyjnemu co artystycznemu. „Not Too Late” to niekwestionowane zwycięstwo. Znów można poczuć się jak za czasów „Come Away With Me”, gdy pojawienie się pięknie smęcącej jazzmenki wywołało istną burzę. Nie inaczej jest tym razem – album tchnie świeżością, nowymi pomysłami, niezrównanym kreowaniem nastrojów i niepowtarzalnym głosem. „Wish I Could” kwitnie cicho nieśmiałym rumieńcem, niczym mała dziewczynka przedstawiana szerokiej widowni. Idealne wprowadzenie. Potem zaś człapie „Sinkin’ Soon” i jego pomiaukujące trąbki, przenosząc nas na widownie kabaretowej sceny dawnych lat. „The Sun Doesn’t Like You” słodko rozluźnia atmosferę doskonałą melodią rozwiewającą problemy. „Until the End” kołysze i przywodzi na myśl „Turn Me On” z pierwszego albumu.

Jednak nie można powiedzieć, że „Not Too Late” powstał wedle przepisu wytyczonego przez debiut. Potwierdza to sama muzyka. Świeżo brzmi wręcz intymne „Not My Friend”, bardzo świeżo brzmi opowieść „Broken” z rytmicznie popierdującym kontrabasem i pizzicato, coś pięknego. Kabaretową aurą sublimuje też „My Dear Country” – o wyborach prezydenckich nie da się inaczej niż z ironiczną szczerością, Jones zrobiła to genialnie. Na koniec mamy wzruszającą balladę „Rosie’s Lullaby” (reminiscencje „The Long Day Is Over”) i kolejny klejnot w postaci „Not Too Late”, który zamyka album fortepianowym tonem, w swej wymowie monalizowskim, niedopowiedzianym niczym sam tytuł.

Nie, nie zaryzykuję stwierdzenia, że mamy do czynienia z czymś lepszym niż debiut, a prawdę powiedziawszy ta muzyka nie potrzebuje takich klasyfikacji. W każdym bądź razie jest to Norah Jones w najlepszej odmianie. Jak zawsze subtelna, jak zwykle czarująca; zaś na drobne a znaczące postępy, jak się okazało, nigdy nie jest za późno.

Ver.

%d blogerów lubi to: