Przeskocz nawigację

]
  1. Alone in Our Castle
  2. Fake Flowers
  3. Blind Unicorn
  4. Devil’s in Me
  5. Celestial Delinquent
  6. Space Halo
  7. SpidERSpins (The Lost Lolli Mix)
  8. 026unconscious333
  9. Under Your Waves
10. Deeamcamp
11. Denial
12. Sea Me (English Version)
13. Into the Stars (Live Arrangement Version)

Ocena: 7/10

Płyta wydana w 2004 jako kompilacja materiałów singlowych i mini-albumów oraz singli z przed „Synchronicity”.

„The Lost Lolli” to ciekawe zestawienie nieco infantylnego głosu pół amerykanki – pół japonki z porządną gitarową muzą. 13 utworów spod etykiety experimental rock. Dwa jakby różne światy z początku mogą nieco koleć w ucho, jednakże ciemna moc tego drugiego jak i dojrzewający w miarę rozwoju płyty wokal przyciąga, wciąga i podświadomie nakazuje powracać do słuchania. Pierwszy utwór „Alone in our castle” melancholijnie objawia delikatny wokal śpiewającej części zespołu, rozmyty nieco podkład muzyczny, delikatne brzmienia mogą narzucić przekonanie iż cała płyta utrzymana jest w podobnym tonie.

Jednak już drugi kawałek „Fake Flowers” zaczyna się krzykliwie. Potem uderzają basy, gitary, perkusja i wszystko staje się jasne. Grzeczna płyta okazuje się mieć różki. W „Blind Unicorns” oraz w „SpiderSpins” zaskakuje wstawka rodem z wesołego miasteczka i piosenki dla dzieci. Po niej jednak następuje zmasowany atak ciężkiej artylerii dźwięków. „Devil’s In Me” wpada w ucho, jednakże kolejny „Celestial Delingment” w nieco nietrafiony sposób podbudowany elektroniką wypada blado pomimo dobrego wokalu i basów. Kolejny objawia się „Space Halo” – ballada z nutką pretensji w tle, okraszona dojrzalszym wokalem. Skrzypce w tle, subtelne wywijanie głosem czynią z utworu przerywnik unikatowy. Rytmiczne „026unconsciousness333” to ciekawe zestawienie głosiku Olivi i rockowego ryku z czterema cudnymi dźwiękami pianina w tle refrenu. „Under Your Waves” – mid-tempo rock song i „Dreamcup” – power-ballada to ciekawe zestawienia różnych wokalnych światów. Potem „Denial” świetnie podparty subtelną elektroniką i rytmiczne „Sea Me”. I na zakończenie „Into The Stars” – rockowa piosenka, w której powraca głosik dziewczynki podparty dobrą gitarką.

I taka to przeplatanka dwu-światowa. W niektórych miejscach bardziej udana, w innych mniej. Album warty jednak posłuchania, momentami wciąga. :)

PellucidMind

%d blogerów lubi to: