Przeskocz nawigację

  1. Veni Redemptor Gentium
  2. Amazing Grace
  3. Miserere
  4. Veni Creator Spiritus
  5. Auguries of Innocence, Pt.1
  6. Auguries of Innocence, Pt.2
  7. Be Still My Soul
  8. Angelica
  9. Simple Gifts
10. State of Grace

Ocena: 7/10

Każdy kto interesuje się klasyczno-instrumentalnymi hybrydami powinien przyjrzeć się dokonaniom amerykańskiego kompozytora Paula Schwartza. Mimo całego uznania i poparcia dla tego pana, czuję, że jego albumy nie przekroczą u mnie pewnej granicy. Mamy do czynienia z kolejnym albumem, wśród których mamy zarówno świetne dokonania, jak i kawałki zupełnie nietrafione.

Schwartz (autor projektu Aria), postanowił zilustrować swoje, inne od operowych, muzyczne zamiłowania pod nazwą State Of Grace. Wziął na warsztat muzykę sakralną i uduchowione teksty mszy, zaprosił do udziału wokalistkę Lisbeth Scott, chór Joyful Company of Singers i uznanych solistów na harfach czy skrzypcach. Oczywiście wszystko to naznaczone bardziej lub mniej dźwiękami współczesnej techniki. Od razu mogę powiedzieć, że ta mieszanka jawi się jako ogólnie udana.

Jednakże, nie można się czasem oprzeć wrażeniu pewnego natchnionego mainstreamu… zwłaszcza w utworze „Veni Creator Spiritus”, który jest po prostu nieciekawy i lepiej całemu albumowi wyszedłby jego brak. Idąc w skali od dołu, dalej jest przerwa i nieco ciążący w podobnym stylu „Veni Redemptor Gentium”, jednak już dużo ciekawszy oraz stonowane chóralne „Miserere”. Paul Schwartz jako pianista umiejętnie korzysta z fortepianu: mamy kilka lekkich, kojących wersji znanych melodii w wykonaniu jego i Lisbeth Scott, spośród których najciekawiej prezentuje się znane „Amazing Grace”. Wspinając się wyżej poprzez ambientowe „Angelica”, docieramy do zupełnie instrumentalnej, klasycznej suity „Auguries Of Innocence”. Pierwsza jej część to niezwykłe, piękne zaprezentowanie rozwijającego się, niemal filmowego tematu przez orkiestrę; w części drugiej rozkręca się cicha cyrklująca elektronika, kontynuująca motyw. Naprawdę warte uwagi. „Simple Gifts” to już zupełnie inna bajka: błaha, radosna i skoczna, pełna świeżych irlandzkich flecików i tnących smyczków – chce się śpiewać i tańczyć. Tytułowe zakończenie to kojące fortepianowe solo.

Niekwestionowane atuty „State of Grace” to typowa śmiała i finezyjna orkiestracja a la Schwartz i pozytywny, niekiedy wzniosły nastrój. Minus to pewne ciążenie momentami w stronę mało oryginalnego new-age’u. Ostatecznie jednak, niewielu może wspiąć się na te muzyczne sfery na jakich porusza się Paul Schwartz, bądź co bądź posiadający pewną charakterystyczną nutę.

Ver.

%d blogerów lubi to: