Przeskocz nawigację


  1. słabość/siła
  2. szukaj
  3. jutro
  4. wszędzie ciebie pełno
  5. sami
  6. małe małostki
  7. kochani
  8. ogród
  9. siedzę
10. pociągi
11. nie o tym, o czym myślisz
12. jak trudno
13. dom
14. królestwo
15. tylu ich było
16. nieodgadniony

Ocena: 6.5/10

Ciepło się robi na sercu, kiedy się patrzy, jak katolicy, czy też w ogóle chrześcijanie, starają się tworzyć rozsądną alternatywę dla szatanisztycznego ;] tr00, grim & 3vil black/death metalu. Niestety potem przychodzi natychmiastowe ochłodzenie, kiedy zaczynamy się przysłuchiwać dokładniej cudom, jakie nam się prezentuje.

Nie jest to album zły, wręcz przeciwnie – miło się tego słucha. Takie półprofesjonalne granie – melanż rocka, popu, reggae (co się wszyscy z kręgów kościelnych tak rzucają na ten gatunek? ja już mam go dosyć…), a trochę po prostu kościelnej łupaniny. Niestety, nie ma tutaj żadnego przebojowego utworu – wszystkim czegoś brakuje, choć prezentuje równy poziom. Poza tym można zadać – naprawdę serio – czy jest sens śpiewać dosłownie w kółko o Bogu? To jest chyba jedna z większych wad takich zespołów. Popatrzmy na Comę – Roguc nie pisze dokładnie o Bogu, pojawia się On tylko niejako przy okazji (Pasażer), ale naprawdę chyba dają one bardziej do myślenia, niż pienia w kółko. Ludzie chyba chcą bardziej słuchać pieśni/piosenek już na zjeździe oazy, niż podczas prób ich przemycania. Dlatego – wydaje mi się – dopóki nie będziemy trochę subtelniej prezentować wiary – dopóty nie powstanie porządny zespół chrześcijański (wyjątki: Armia i 2Tm2,3, ale to już instytucje na scenie muzycznej, nie do ruszenia).

Poza tym krecha idzie miejscami na wokal, a kiedy już on nie kuleje, to kuleje tekst. Kiedy nie tekst, to muzyka… I tak w kółko. Album nierówny, choć szkoda go nie wysłuchać. Może ktoś znajdzie inspirację. Jak dla mnie – od czasu do czasu można, ale nie żebym umierał ze szczęścia. Plus za ładną okładkę – ale nie okładkami człowiek żyje.

f!eld

%d blogerów lubi to: