Przeskocz nawigację

  1. Exploration B
  2. Haunted
  3. Control
  4. Terrible Thought
  5. Walk the Walk
  6. Terrified Heart
  7. Wild
  8. 5&1/2 Minute Hallway
  9. Not a Virgin
10. Hey Pretty
11. Dear Johnny
12. Could I’ve Gone Mad
13. Lemon Meringue
14. Spanish Doll
15. House of Leaves
16. Amazed
17. If You Were Here

Ocena: 10/10

Zaczęło się od okładki (takie już moje artystyczne zboczenie zawodowe) i krótkiej notki w gazecie „Poe jest z pochodzenia Polką i naprawdę nazywa się Anne Danielewski, tworzy bardzo oryginalną mieszankę rocka i muzyki elektronicznej o bardzo kobiecej atmosferze”. Trzeba było to sprawdzić… nie wiem, może przez nieostrożność, dałem się porwać od pierwszego przesłuchania.

Album wciąga od samego początku… już sama jego struktura i koncept jest bardzo misterny. Pomiędzy głównie gitarowymi, rockowymi utworami o rozmaitych aranżacjach, wplecione są elektroniczne wstawki, głos jej ojca Tadeusza Danielewskiego, matki i małej Annie, raz jakieś smyczki, tudzież orientalne brzękadełka. Autorką muzyki i wszystkich tekstów jest sama Poe, i jak mówi: album jest poszukiwaniem harmonii, spotkania i pogodzenia z ojcem po jego śmieci (sławnym w Ameryce profesorem i reżyserem filmów dokumentalnych, którego obarczyła za rozpad rodziny gdy miała 16 lat). Co jednak zadziwia to poszukiwanie okazuje się być jazdą bez trzymanki. Album pędzi, jest pełen energii, rozbrajającej szczerości, z przerwami na melodramatyczną nutkę i thriller, gdy nagle ni stąd ni zowąd, słyszymy głosy, które ożyły ze starych taśm i ścian rodzinnego domu. Utwory przechodzą spójnie jeden w drugi, czujemy się jak w kinie: mkniemy w taxi po ulicach New York City w świetnym „Walk the Walk”, sączymy smutny dżin w „Spanish Doll”, słuchamy „Control” i świat jest nasz, z drugiej strony obserwujemy historię Poe na jej zaproszenie. Takiej płyty, proszę Państwa, jeszcze nie było.

Jednak w odróżnieniu od kina, tu nie musimy wychodzić po napisach końcowych, jest nam tak dobrze, że za sprawą naciśnięcia jednego przycisku, opowieść nawiedza nas znów, daje w sobie odkryć więcej i tak za każdym razem.

Ver.

%d blogerów lubi to: